<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!--
*** Customizable params ***
-->
<rss version="2.0">
  <channel>
    <ttl>30</ttl>
    <title>Citydom24.pl</title>
    <link>http://www.citydom24.pl</link>
    <description><![CDATA[Last news from Citydom24.pl]]></description>
    <item>
      <title>Trzy razy więcej za ogrzewanie przy trzaskających mrozach</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59974</link>
      <description><![CDATA[W piątek synoptycy spodziewają się rekordowych mrozów, co przełoży się na znaczny wzrost zapotrzebowania na ciepło. Tylko w jeden dzień za ogrzewanie domu czy mieszkania możemy zapłacić kilkadziesiąt złotych! W przypadku niedużych domów ogrzewanych gazem może to być ponad 50 zł.

Choć za oknem już panuje trzaskający mróz, a na przystankach pojawiły się koksowniki, to zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Zgodnie z prognozami portalu pogodynka.pl, jutro ma być jeszcze zimniej. W Warszawie słupek rtęci opadnie do 23. kreski poniżej zera. W Krakowie temperatura spadnie do -25 stopni, w Gdańsku do -23 stopni, a we Wrocławiu i Poznaniu do -18 stopni Celsjusza. 

60 złotych za dzień mrozu

Oczywiście, im niższa temperatura za oknem, tym wyższe rachunki za ogrzewanie mieszkania lub domu. Jeden dzień trzaskających mrozów może oznaczać koszty ogrzewania na poziomie kilkudziesięciu złotych. Przykładowo, za ogrzanie przeciętnie ocieplonego domu z lat 90., o powierzchni 150 m kw., który ma piec gazowy, trzeba byłoby zapłacić 63 zł, gdyby temperatura w ciągu doby wahała się w granicach od minus 25 do minus 30 stopni. Gdyby do ogrzewania tego samego domu był wykorzystywany relatywnie tańszy węgiel, to za jeden dzień ciepła trzeba byłoby zapłacić 35 złotych. W takich samych warunkach atmosferycznych mieszkaniec lokalu o powierzchni 50 m kw. w wielkiej płycie powinien liczyć się z kosztem rzędu 29 złotych dziennie. 

To przykład dość ekstremalny w naszym klimacie. Przy założeniu prognozowanych w Warszawie mrozów w ciągu kolejnej doby, czyli -23 stopni w nocy, -17 w ciągu dnia, właściciel modelowego domu ogrzewanego gazem musiałby się liczyć z kosztem rzędu 53 złotych. W przypadku węgla byłoby to 30 złotych, a w przypadku sieci miejskiej - 32 złote. Koszt ogrzania mieszkania o powierzchni 50 m kw. w bloku z wielkiej płyty wyniósłby natomiast około 24 złotych. 

… i trzykrotnie mniej w całym sezonie

Takie stawki oznaczają dwu- a nawet trzykrotny wzrost kosztu ogrzewania względem średniej dla całego okresu grzewczego. W normalnych warunkach roczny koszt ogrzania przeciętnego mieszkania o powierzchni 50 m kw. w bloku z wielkiej płyty, dla przyjętych założeń (szczegółowo poniżej), wynosi 2,2 tys. zł. Gdyby przyjąć, że okres grzewczy ma 230 dni, to oznaczałoby to dobowy koszt ogrzewania na poziomie 10 złotych. Jest to wynik o trzy razy niższy od szacunkowego kosztu ogrzewania, gdy słupek rtęci znajduje się na trzydziestej kresce poniżej zera. 

Dla porównania, przeciętne szacunkowe koszty ogrzewania modelowego domu wynoszą w normalnych warunkach od 4,9 tys. zł w przypadku ogrzewania gazem do 2,7 tysiąca rocznie w przypadku wykorzystania węgla. Oznacza to dzienny koszt ogrzewania w sezonie grzewczym na poziomie od 21 złotych dziennie w przypadku „błękitnego paliwa”, do 12 złotych dla „czarnego złota”
Dotychczas sezon był łaskawy

Przeciętnie w latach 1980 – 2004 największe zapotrzebowanie na energię cieplną przypadało na styczeń. Jest więc nadzieja, że już niedługo „najgorętszy sezon grzewczy” będziemy mieli za sobą. Nikłym pocieszeniem dla ponoszących obecnie wyższe koszty ogrzewania jest też fakt, że dotychczasowa zima nie była zbyt sroga. Na przykład w Warszawie tegoroczne zapotrzebowanie na ciepło było w okresie od września do stycznia o 15,1% niższe niż średnio w latach 1980 – 2004 - wynika z szacunków Home Broker. Nie musi to jednak oznaczać, że w tym roku rachunki za ogrzewanie będą o 15% niższe. Po pierwsze fakt, że dotychczas zima była łagodna, nie oznacza, że tak będzie do końca sezonu grzewczego. Po drugie ,w międzyczasie wzrosły ceny gazu i węgla. Do obliczeń posłużyły dane publikowane przez firmę Viessmann w maju. Według GUS od tego czasu ceny gazu wzrosły do grudnia o 7,5%. W efekcie uwzględniając spadek zapotrzebowania na ciepło i wzrost cen gazu można w tym roku liczyć na oszczędność na poziomie 8,7%. Węgiel zdrożał o 6,5%, przez co potencjalna 15-proc. oszczędność topnieje do 9,6%. W najlepszej sytuacji są osoby, które ogrzewając nieruchomość korzystają z usług ciepłowni. W ich przypadku GUS szacuje wzrost cen na 2,9%. Koszt ogrzania nieruchomości po uwzględnieniu dotychczasowego spadku zapotrzebowania na ciepło może być o 12,6% niższy niż przed rokiem.

W jaki sposób oszacowane zostało zapotrzebowanie na ciepło?

Wbrew pozorom jest to łatwe zadanie. Wystarczą dokładne dane o panujących na zewnątrz temperaturach. Jak bowiem na łamach portalu ogrzewnictwo.pl dowodzi mgr inż. Józef Dopke, w sposób liniowy zużycie gazu do ogrzania pomieszczeń zależy od liczby „stopniodni”. Jest to miara pokazująca o ile stopni Celsjusza dziennie średnia temperatura za oknem jest niższa od tej optymalnej, która nie wymaga używania grzejników. W poszczególnych rejonach świata stosuje się różne sposoby obliczania liczby „stopniodni”. Zgodnie z metodologią Eurostatu, ważne są dwa poziomy temperatury – 15 i 18 stopni. Przy obliczaniu „stopniodni” pod uwagę brane są tylko takie dni, w których za oknem panuje mniej niż 15 stopni Celsjusza (średnia z temperatury maksymalnej i minimalnej danego dnia). Liczbę „stopniodni” określa się wtedy licząc o ile za oknem jest ich mniej, niż wtedy, gdy słupek rtęci dochodzi do 18 stopni Celsjusza. 

Korzystając z tej metodologii można obliczyć, że od początku września (tradycyjnie uważanego za początek okresu grzewczego), do końca stycznia, łączna liczba stopniodni wyniosła w Warszawie 1753. Biorąc pod uwagę średnią z 25 lat (od 1980 roku) w tym samym czasie liczba stopniodni powinna wynieść 2064. Oznaczałoby to, że dotychczasowe zużycie ciepła może być o 15,1% niższe niż wynikałoby ze średniej.


Zaprezentowane w raporcie obliczenia są wynikiem wielu założeń. W konkretnych przypadkach koszty ogrzewania mogą się znacznie różnić. O ich wysokości decyduje bowiem wiele czynników takich jak na przykład: indywidualne przyzwyczajenia użytkownika ciepła, lokalizacja nieruchomości, ekspozycja na światło, przenikalność przegród, cena paliwa grzewczego i sprawność instalacji.

Bartosz Turek
Analityk rynku nieruchomości 
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Fri, 3 Feb 2012 10:48:06 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Poprawa nastrojów na rynku nieruchomości w styczniu</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59973</link>
      <description><![CDATA[Za rok mieszkania powinny być tańsze o 2,9% niż obecnie – przewidują doradcy Home Broker. W styczniu respondenci przejawiali jednak znacznie większy optymizm niż jeszcze miesiąc wcześniej. Powodem takiej sytuacji jest wzrost liczby osób zainteresowanych zakupem własnego M, a także sezonowe ożywienie na rynku, jakie zwykle następuje na początku roku.

 

Pierwszy miesiąc roku tchnął optymizmem na rynku nieruchomości. Podczas gdy w grudniu doradcy Home Broker spodziewali się spadku cen w perspektywie 12 miesięcy średnio o 4,1%, to już w styczniu jest to 2,9%. Zakres spodziewanej przeceny jest blisko dwukrotnie mniejszy niż ten, który w ostatnim roku faktycznie obserwowaliśmy. W grudniu, uśrednione ceny transakcyjne w największych miastach Polski, były o prawie 5% niższe niż przed rokiem (dane Home Broker i Open Finance). 

 

Makroekonomiczny charakter prognozy Home Broker 

Jak należy interpretować prognozę spadku cen o 2,9% w perspektywie 12 miesięcy? Jako rodzaj generalnego spojrzenia na rynek. Z uwagi na to, że są to oczekiwania uśrednione, nie można odnosić ich ani do jednego miasta, ani do jednego segmentu rynku (np. nowe budownictwo czy wielka płyta), ani tym bardziej do konkretnej nieruchomości, którą zamierzamy kupić lub sprzedać. Prognozy Home Broker mają tym samym bardziej makroekonomiczny niż mikroekonomiczny charakter. Można się nimi posługiwać oceniając perspektywy gospodarki w nadchodzących 12 miesiącach, rynek nieruchomości staje się bowiem coraz ważniejszym jej ogniwem.

Czy optymizm rośnie sezonowo?

 

Wraz ze spadkiem prognozowanego zakresu przeceny wzrósł też odsetek osób spodziewających się w kolejnym roku wzrostów cen. Teraz stanowią oni 22% badanych, wobec 16% w grudniu (najniższy odczyt w historii badania prowadzonego od stycznia 2010 r.). Tym samym osiągnięty został poziom optymizmu z października zeszłego roku. Wciąż pesymiści, czyli osoby spodziewający się spadków cen mieszkań w perspektywie kolejnych 12 miesięcy, mają jednak dużą przewagę. W styczniu stanowili 78% respondentów. Kolejne odczyty pokażą, czy styczniowy wzrost optymizmu jest początkiem trwalszej tendencji, czy tylko zdarzeniem przypadkowym lub sezonowym. Warto zauważyć, że rok temu pomiędzy grudniem a styczniem także widoczny był wzrost optymizmu, po którym lutowa ankieta przyniosła znacznie gorsze odczyty.

Skąd może wynikać spadek pesymizmu wśród doradców Home Broker? Może być spowodowany tym, że na początku roku sezonowo dochodzi do pewnego rodzaju ożywienia na rynku mieszkaniowym. Wśród kupujących w tym okresie zwykle widać dużo zapału, który ma podstawy psychologiczne – nowe plany na nowy rok, nowe decyzje czy po prostu powrót do spraw, których nie udało się załatwić w poprzednim roku. Ale na tym nie koniec. Wstępne dane ze stycznia 2012 roku wskazują, że chętnych na zakup własnego „M” jest więcej niż w styczniu 2011 roku. Wzrost jest znaczący, bo o przeszło 22%, ale składa się na niego też zwiększenie skali biznesu Home Brokera. 

 

Spadek zdolności i duża podaż mieszkań 

 

Nie zmienia to jednak faktu, że mimo pewnej poprawy, prognoza doradców Home Broker wciąż wskazuje na spadek cen w perspektywie 12 miesięcy. Najbardziej nośnym argumentem osób spodziewających się przeceny nieruchomości jest spadek zdolności kredytowej. W perspektywie ostatnich 12 miesięcy obniżyła się ona o 15%. Trzyosobowe gospodarstwo domowe z dochodem 5 tys. zł netto w styczniu 2011 roku mogło bowiem liczyć na kredyt o wartości 428 tys. zł, a w bieżącym miesiącu już tylko 364 tys. zł – wynika z danych zebranych przez Home Broker przy założeniu zaciągnięcia długu w rodzimej walucie na 30 lat. Do dużego spadku doszło pomiędzy grudniem i styczniem, co było konsekwencją wejścia w życie nowych zapisów rekomendacji S. Podczas gdy w ostatnim miesiącu zeszłego roku modelowa rodzina mogła liczyć na kredyt o wartości 391 tys. zł, to już w styczniu było to 364 tysięcy. Ale uwaga! Z argumentem tym można polemizować – bo po pierwsze, wynagrodzenia w Polsce cały czas rosną, a po drugie, większość kredytów udzielana jest na dużo niższe kwoty, niż wynosi podana wyżej zdolność (według danych ZBP w III kw. 2011 r. przeciętna kwota nowego kredytu wyniosła 214 tys. zł). Drugim czynnikiem sprzyjającym dalszej przecenie mieszkań jest duża podaż lokali deweloperskich, której rynek nie jest w stanie szybko wchłonąć. 

Rynek podzielony 

 

Warto w tym miejscu zwrócić też uwagę na rozwarstwienie, które maluje się pomiędzy rynkiem pierwotnym i wtórnym. Jego osią jest cena, która powoduje wzrost liczby sprzedanych mieszkań nowych kosztem używanych. Zgodnie z szacunkami Home Broker, w grudniu ceny ofertowe mieszkań były niższe o od 210 do 860 zł w przeliczeniu na metr kwadratowy w przypadku nowych mieszkań na 5 największych rynkach (Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław). Dla porównania na rynkach wtórnych tych miast średnia przecena była o połowę niższa, kwotowo zawierając się w przedziale od 150 do 340 złotych w przeliczeniu na metr.

 

Wśród dużych miast brakuje „zielonych wysp”

 

Porównanie prognoz doradców dla poszczególnych miast prowadzi do wniosku, że ich nastroje w różnych częściach Polski są wyraźnie odmienne. Największych, bo sięgających przynajmniej 5% przecen spodziewają się doradcy z Lublina i Poznania. Kosmetyczne korekty nieprzekraczające 1% przewidywane są przez respondentów z Katowic i Krakowa.

Katarzyna Siwek, Bartosz Turek

Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 30 Jan 2012 11:13:54 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Bierzesz duży kredyt, negocjuj warunki</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59971</link>
      <description><![CDATA[Kredytobiorca, który chce zainwestować w drogie mieszkanie i zadłużyć się na kwotę miliona złotych może liczyć na odstępstwo od standardowych warunków i tańszy kredyt – wskazują dane Lion’s House. Od samej kwoty kredytu ważniejsze dla banków może być jednak to, na jakie dodatkowe produkty się zdecyduje.  
Ekskluzywna nieruchomość mieszkaniowa może kosztować kilka, a nawet kilkanaście milionów złotych. Za kwotę 5-6 milionów złotych można na przykład kupić wykończony w wysokim standardzie apartament w Warszawie, o powierzchni od 200 do nawet ponad 300 m kw. Ale są też w stolicy luksusowe apartamenty czy penthouse’y wystawione za cenę zbliżoną do 10 milionów. Taka kwota może pojawić się w przypadku lokalu znajdującego się w ekskluzywnym budynku, bardzo drogiego wyposażenia mieszkania, wysokiej kondygnacji i pięknego widoku, zwłaszcza jeśli roztacza się z podniebnego ogrodu. Za cenę kilkunastu milionów złotych można z kolei kupić willę na warszawskim Mokotowie czy Żoliborzu. Dom wcale nie musi być nowoczesny czy ekskluzywnie urządzony. Wystarczy, że stoi na dużej, atrakcyjnej działce (na przykład 1000 m kw. lub więcej). 
Na potrzeby poniższej analizy przyjęliśmy jednak mniejsze kwoty kredytu - sprawdziliśmy, na jakie warunki kredytowania mogą liczyć osoby, które chcą zadłużyć się na milion złotych. Założyliśmy, że chcą kupić nieruchomość wartą 1 250 000 zł, czyli dysponują wkładem własnym w kwocie 250 tys. zł. Kredytobiorcy zarabiają w sumie 24 tys. zł netto (po 12 tysięcy) i pracują na wysokich stanowiskach w dużych i dobrze znanych firmach. 
Zadłużasz się na milion, możesz liczyć na niższą marżę 
W przypadku kredytów w złotych uzyskane wyniki wskazują, że tak zdefiniowani kredytobiorcy mogą liczyć na marżę kredytową na przeciętnym poziomie 1,15% (mediana). Najniższą marżę – 0,8% - zaproponowały ING Bank Śląski i Citibank. W 1% zmieściły się też Nordea (0,95%) oraz BGŻ, Credit Agricole i Eurobank (stawka 0,99%). Dane te porównaliśmy ze standardową ofertą banków określoną dla kredytu na 300 tys. zł (też 25% wkładu własnego). W przypadku takich parametrów kredytu marżę poniżej 1% zaproponowały już tylko dwa banki (BGŻ i Eurobank – w obu stawka to 0,99%), a dodatkowo jeden podał poziom 1% (ING). Różnice w przeciętnych poziomach są jednak niewielkie – o ile dla kredytu na milion złotych mediana marż wynosi 1,15%, to w przypadku finansowania na 300 tys. zł jest to 1,2%. Nieco większe różnice są w przypadku zwykłej średniej arytmetycznej (odpowiednio 1,25% i 1,46%). 
Niewielki bonus w przypadku finansowania w złotych 
Ale nawet w przypadku średniej arytmetycznej różnica w oprocentowaniu, przełożona na wysokość raty, nie jest znacząca. Gdyby założyć, że kredyt na milion złotych ma być spłacony w ciągu 30 lat, miesięczna rata przy marży 1,25% i stopie WIBOR 4,97%, wyniosłaby 6 138 zł. W przypadku marży 1,46% byłoby to 6 275 zł. Różnica wynosi co prawda 137 zł, ale to zaledwie 1% raty. 
Przy większym kredycie bank może ponadto zrezygnować z prowizji, jeśli pobiera ją przy mniejszych kwotach. Dla zadanych przez nas parametrów kredytu na milion złotych prowizję „naliczyły” dwa banki: ING i Nordea. W przypadku finansowania na 300 tys. zł prowizję inną niż 0% podało już siedem banków (Citibank, ING, Kredyt Bank, Nordea, PKO BP, Polbank i opcjonalnie Multibank). 

… i większy przy kredycie w euro
Znacznie większe różnice między marżami dla kredytu na milion i na 300 tys. zł są widoczne w przypadku finansowania w euro. Przeciętna marża (mediana) dla sześciu banków uwzględnionych w zestawieniu dla kredytu na milion złotych wynosi 3,08%, a dla kredytu na 300 tys. zł – 3,7%. Różnica wynosi więc aż 0,63 pkt. proc. Taka dysproporcja przekłada się na sporą różnicę w racie – rata dla niższej marży i stopy Libor na poziomie 0,06% wynosi 4613 zł, a dla wyższej marży – 4 947zł (więcej o 334 zł). Różnica ta wynika nie tylko z niższych stawek marż dla większego kredytu, ale również tego, że dla kwoty miliona dochodzi nam jeden bank (Deutsche Bank), który nie został uwzględniony w przypadku kredytu na 300 tys. zł (założyliśmy przy nim, że kredytobiorcy zarabiają w sumie 5 tys. zł netto, a DB wymaga co najmniej 12 tys. zł ). Tymczasem kredytobiorcy, którzy zmierzają zadłużyć się na większe kwoty powinni przyjrzeć się ofercie w euro, gdyż rata dla takiego kredytu jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku finansowania w złotych (aż 1525 zł w naszym przykładzie). 

Duży kredyt to duże ryzyko 
Preferencyjne warunki cenowe dla osób zaciągających większe kredyty są widoczne w naszym zestawieniu, choć różnice nie są oszołamiające, uwzględniając fakt, że jeden klient z kredytem na milion złotych to dla banku więcej niż trzech klientów z kredytem na 300 tys. zł. W rzeczywistości sprawa nie jest jednak taka prosta, bo trzy kredyty to dla banku mniejsze ryzyko niż jeden duży kredyt. Co więcej, z punktu widzenia banku zabezpieczenie się na dużej i drogiej nieruchomości jest gorszym rozwiązaniem niż zabezpieczenie się na trzech małych nieruchomościach z segmentu popularnego, które w razie problemów ze spłatą znacznie łatwiej sprzedać. 
Większe upusty za dodatkowe produkty 
Dlatego w wielu wypadkach chętniej niż klientów zaciągających duże kredyty banki premiują tych, którzy łączą kredyt hipoteczny z innym produktem: kontem, kartą kredytową, ubezpieczeniem czy programem systematycznego oszczędzania. W sumie obniżka marży może sięgnąć w przypadku kilku produktów od 0,1 pkt. proc. do 0,5 pkt. proc. 
Negocjuj warunki 
Dla kredytobiorców, którzy chcą zadłużyć się na duże kwoty ważne jest również to, od jakiej sumy klient ma możliwość indywidulanego negocjowania warunków kredytu. Banki nie chcą ujawniać tych kwot, tym bardziej, że ulegają one częstym zmianom. Są bowiem pochodną sytuacji rynkowej, aktualnej polityki banku czy wreszcie stopnia obłożenia wnioskami kredytowymi. Z praktyki doradców Home Broker wynika, że odstępstwa od standardowych warunków pojawiają się zwykle od kwot rzędu 500 tys. zł. Ważne jest przy tym, kto takie decyzje podejmuje – kierownik placówki, dyrektor departamentu czy zarząd banku. Im większa kwota kredytu i im większy zakres odstępstwa od standardowej oferty, tym „wyżej” zapada decyzja. Oczywiście kredyt kredytowi nie równy. Dla banku istotna jest nie tylko sama kwota, ale też jej relacja do wartości nieruchomości, a do tego inne czynniki - wiarygodność kredytowa klienta (np. BIK), jego forma zatrudnienia czy stabilność pracodawcy. 


Paweł Kołtun, Artur Wach
Lion’s House]]></description>
      <pubDate>Thu, 26 Jan 2012 15:06:59 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Banki coraz szybciej udzielają kredytów</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59969</link>
      <description><![CDATA[Mimo zawirowania związanego z wejściem w życie Rekomendacji SII banki nieznacznie poprawiły szybkość obsługi wniosków kredytowych w IV kwartale ub. r. – wynika z badania przeprowadzonego przez Home Broker. Te, które w końcówce roku - w związku z dobrą ofertą - zostały zasypane wnioskami o kredyty w euro, miały jednak problem z ich szybką obsługą.

 

Home Broker po raz czwarty zapytał doradców o tempo procesowania wniosków kredytowych w poszczególnych bankach. Poprosiliśmy o przyznanie każdemu bankowi oceny „szybki”, „średni” lub „wolny”. W szybkim banku od momentu złożenia wniosku kredytowego, do momentu wypłaty środków mijają najwyżej dwa tygodnie. W banku „średnim” ten sam proces zajmuje od 15 dni do miesiąca, natomiast bank wolny wypłaci kredyt w czasie dłuższym niż miesiąc. Za każdą ocenę „szybki” przyznawaliśmy 3 punkty. „Średni” był premiowany 1 punktem, natomiast ocena „wolny” odbierała bankowi 3 punkty. 

 

W kolejnym kroku zsumowaliśmy liczbę punktów zdobytych przez każdy bank, a następnie zważyliśmy ją liczbą ocen przyznanych danemu bankowi. Dzięki temu otrzymany wynik odzwierciedla sprawność procesową banku, ale nie jest obciążony jego popularnością wśród doradców. Na podstawie tak uzyskanej punktacji uszeregowaliśmy banki od najszybszego (największa liczba punktów) do najwolniejszego (najmniejsza liczba punktów). Maksymalnie bank mógł zdobyć 300 punktów. Z kolei najmniejsza liczba punktów to minus 300. W ostatecznym zestawieniu znalazło się 18 banków, które otrzymały największą liczbę ocen. 

 

Nietypowe warunki badania – przed Rekomendacją SII

 

Tym razem „ranking szybkości banków” przeprowadzaliśmy w wyjątkowych okolicznościach, które miały bardzo istotny wpływ na otrzymane wyniki. Ocenialiśmy bowiem doświadczenia doradców Home Broker z ostatniego kwartału 2011 roku, czyli okresu poprzedzającego wejście w życie Rekomendacji SII, która zmieniła oblicze rynku kredytów hipotecznych w Polsce. Z uwagi na znaczący spadek dostępności takich kredytów od stycznia, część banków podjęła w IV kwartale wysiłek udzielenia jak największej liczby kredytów na „starych” zasadach. Dotyczy to w szczególności instytucji udzielających na dużą skalę kredytów walutowych, bo te zostały najbardziej ograniczone przez nową rekomendację. 

 

Kto miał dobrą ofertę, ten miał kolejkę chętnych po kredyt 

 

Banki zmaksymalizowały wysiłki pod koniec 2011 roku na różne sposoby, przede wszystkim wprowadziły atrakcyjną ofertę pod względem marży, zliberalizowały podejście do wyliczania zdolności kredytowej, czy po prostu pracowały na maksimum swoich możliwości. W wielu wypadkach jednak ten ostatni czynnik był niewystarczający, zwłaszcza jeśli bank wprowadził jednocześnie dwa pierwsze. W efekcie, pod koniec roku część instytucji otrzymała tak dużą liczbę wniosków od osób starających się o kredyt, że nie była ich w stanie obsłużyć. Choć trzeba tu jednocześnie zaznaczyć, że już w grudniu duzi gracze na rynku kredytów walutowych zaczęli stopniowo wycofywać się z oferty. Ostatecznie z początkiem tego roku z kredytowania w euro wycofał się Kredyt Bank, w zeszłym tygodniu dołączył do niego DnB Nord, a wcześniej zrobił to PKO BP. Inne od stycznia wyraźnie podniosły marże dla kredytów w walucie europejskiej. 

 

Ostatni tym razem są pierwsi 

 

Uwzględniając te specyficzne wymagania przy tej publikacji „rankingu szybkości banków” postanowiliśmy odwrócić kolejność banków w zestawieniu – tzn. uhonorować te instytucje, które stworzyły kredytobiorcom możliwość zaciągnięcia kredytu na atrakcyjnych warunkach pod koniec ub.r. W tak przygotowanym rankingu czołowe pozycje zajęły banki, które do ostatniej chwili udzielały kredytów w euro, a w efekcie zapewniły sobie duży ruch i kolejkę wniosków. Mowa tu przede wszystkim o Kredyt Banku, Deutsche Banku czy DnB Nord. Ten ostatni w grudniu nie był już zbyt chętny do udzielania kredytów w euro. Podobnie było z bankiem Nordea, który klientom zainteresowanym finansowaniem w walucie proponował atrakcyjny kredyt w złotych. Na wysokiej pozycji – ze względu na liberalne podejście do wyliczania zdolności i dość atrakcyjną ofertę kredytów w złotych – znalazł się też Bank Pocztowy. 

 

Czołówka bez zmian, ale dystans między bankami maleje 

 

Ale oczywiście, mimo nietypowych warunków, w jakich prowadziliśmy badanie, trzeba też wspomnieć o drugim końcu rankingu, czyli o bankach, które de facto kredytów udzielały w IV kwartale najszybciej. Czołówka nie zmieniła się tu w porównaniu z wrześniem. Tradycyjnie już najszybszym bankiem według doradców Home Broker jest Pekao SA. Na kolejnych pozycjach znalazły się Getin Noble Bank oraz ING Bank Śląski. Pekao i ING udzielają tylko kredytów złotych, a w GNB mają one dominujący udział. 

 

Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że dystans między bankami stopniowo maleje. We wrześniu tylko trzy najszybsze instytucje uzyskały ponad 100 punktów. Dane zebrane w styczniu ukazują, że próg ten przekroczyło już osiem banków – co oznacza że w ostatnim kwartale ub.r. pięć banków poprawiło efektywność pracy zespołów analiz kredytowych. Warto pamiętać o jednym – wysoka pozycja Pekao SA wynika przede wszystkim z faktu, że dla kredytów w kwocie do 300 tys. zł (a to nadal zdecydowana większość polskiego rynku) cały proces kredytowy odbywa się w oddziale, a ostateczną decyzję kredytową podejmuje dyrektor oddziału. Widać, że ten model – w odróżnieniu od scentralizowanej formy obsługi wniosków – zdaje egzamin. 

Koszty związane z tankowaniem samochodu rosną w oczach. Na początku tego roku skumulowały się trzy niekorzystne dla kierowców czynniki: podwyżka akcyzy na olej napędowy (uwzględniając podatek VAT w sumie

 Nieznaczna poprawa 

 

Analizując uzyskane dane i porównując je z wynikami z września można dojść do wniosku, że banki udzielają kredytów nieco szybciej. Przeciętna liczba punktów przypadająca na jeden bank (dokładnie mediana) wzrosła z 41 do 65 punktów. Co więcej, w grupie 50% banków, które otrzymały najwięcej punktów, średni wynik podniósł się ze 141 punktów do 166 punktów. 

 

Jak interpretować medianę na poziomie 65 punktów? W uproszczeniu można przyjąć, że mniej więcej dwie trzecie banków udziela kredytów w średnim terminie od dwóch tygodni do miesiąca, a w jednej trzeciej trwa to powyżej miesiąca.

Arkadiusz Rojek, Katarzyna Siwek

Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 23 Jan 2012 12:28:16 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Co piąty Polak odstawi auto na parking?</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59968</link>
      <description><![CDATA[6 zł i więcej za litr paliwa to cena nie do udźwignięcia dla wielu gospodarstw domowych. Dlatego ponad dwie trzecie Polaków zamierza ograniczyć wydatki związane z tankowaniem – wskazują wyniki badania przeprowadzonego przez portal Interia.pl i Home Broker. 27% internautów zastanawia się nad sprzedażą samochodu. Ograniczając jazdę autem można zaoszczędzić w ciągu roku nawet 5 tysięcy złotych!

 

Koszty związane z tankowaniem samochodu rosną w oczach. Na początku tego roku skumulowały się trzy niekorzystne dla kierowców czynniki: podwyżka akcyzy na olej napędowy (uwzględniając podatek VAT w sumie o 19 gr na litrze), wzrost notowań ropy naftowej na świecie, a także osłabienie złotego. Na niektórych stacjach za litr oleju napędowego i benzyny trzeba już zapłacić ponad 6 zł. Jeśli chodzi o przeciętne ceny na stacjach to do 6 zł jeszcze nam trochę brakuje – według danych Polskiej Izby Paliw Płynnych z 18 stycznia, litr diesla kosztował 5,80 zł, a litr benzyny 5,62 zł. 

 

Paliwo zdrożało o jedną piątą 

 

Najnowsze dane GUS pokazują, że paliwo do samochodów zdrożało w zeszłym roku aż o 19,4%. Są to dane za listopad (licząc względem listopada 2010 r.). Te za grudzień będą prawdopodobnie jeszcze gorsze, gdyż w grudniu stacje już podnosiły ceny, aby płynnie „wdrożyć” rosnącą od stycznia stawkę akcyzy. 

 

W związku z coraz trudniejszą sytuacją kierowców postanowiliśmy sprawdzić, jak zamierzają oni zareagować na rosnące koszty tankowania i jakie działania zamierzają podjąć, gdy cena paliwa na dobre przekroczy 6 zł za litr. Badanie ankietowe wśród internautów przeprowadziliśmy 17 stycznia, gdy media informowały o kolejnych rekordach cen diesla i benzyny na stacjach. W badaniu wzięło udział prawie 5 tysięcy użytkowników portalu Interia.pl. Większość z nich (91,1%) zadeklarowała, że posiada własny samochód. 

 

23% badanych częściej skorzysta z autobusu 

 

Z ankiety przeanalizowanej przez HB Doradcy Finansowi wynika, że aż 67,2% badanych posiadających własne auto, czyli ponad dwie trzecie, zamierza podjąć jakieś działania, które pozwolą obniżyć koszty, jakie pochlania użytkowanie auta. 37,9% zadeklarowało, że co prawda będzie dalej jeździć własnym samochodem, ale albo rzadziej, albo bardziej rozsądnie. 22,7%, czyli więcej niż co piąty badany, zamierza częściej korzystać z komunikacji publicznej, czyli przesiąść się do autobusu czy pociągu. 15,2% zadeklarowało z kolei, że będzie jeździć bardziej ekonomicznie. A to oznacza przede wszystkim mniejszy nacisk na gaz, wolniejszą jazdę na zimnym silniku czy wreszcie tankowanie na stacjach oferujących bardziej atrakcyjne ceny paliwa.

Wielu myśli o sprzedaży auta 

 

Bardzo duży odsetek badanych, bo aż 27%, stanowią osoby, które zadeklarowały, że w związku z wysokimi cenami paliw, sprzedadzą samochód. Wynik ten należy traktować raczej jako wyraz protestu przeciwko drożącej benzynie, czy wręcz desperacji. Wydaje się mało prawdopodobne, aby tak duża liczba kierowców faktycznie pozbyła się auta. 

 

Nie każdy może (lub chce) jeździć mniej 

 

Jednocześnie jedna trzecia zmotoryzowanych, dokładnie 32,8%, zadeklarowała, że wysokie ceny paliw nie zmienia ich przyzwyczajeń, co oznacza, że będą jeździć tyle, do do tej pory. W tej grupie prawdopodobnie znalazły się osoby lepiej sytuowane, dla których nawet drogie paliwo nie przekreśla chęci jazdy własnym autem, a także internauci prowadzący własny biznes. W przypadku tych drugich zmniejszenie liczby przejeżdżanych kilometrów – przy danym profilu działalności gospodarczej – po prostu nie jest możliwe. 

 

Częściowo rezygnując z auta można odłożyć kilka tysięcy złotych 

 

W drugim kroku naszego badania sprawdziliśmy więc, jakie oszczędności może dać rodzinie przynajmniej częściowa rezygnacja z jazdy własnym autem. Badanie przeprowadziliśmy dla trzech wariantów ceny paliwa: 5,5 zł za litr, 6 zł za litr i 6,5 zł za litr. Do obliczeń przyjęliśmy, że:

 

·         rodzina jeździ najbardziej popularnym według portalu autocentrum.pl modelem opel astra i że jest to rocznik 2005,

·         opierając się na danych Eurotax przyjęliśmy, że model ten, wyposażony w silnik 1,4 l, przejeżdża przeciętnie 18 tysięcy kilometrów rocznie,

·         Średnie zużycie paliwa przyjęliśmy zgodnie z deklaracjami użytkowników wybranego auta na poziomie 7,2 l na 100 km (za portalem autocentrum.pl),

·         średni koszt biletu okresowego komunikacji miejskiej w dużym mieście to 90 zł miesięcznie 

·         rodzina kupuje co miesiąc trzy bilety okresowe 

Z przeprowadzonej kalkulacji wynika, że przy cenie paliwa na poziomie 5,5 zł za litr tak zdefiniowane gospodarstwo domowe wydaje na samo paliwo w ciągu roku aż 7128 zł. Gdy cena etyliny rośnie do 6 zł, łączny koszt można już szacować na 7776 zł, a przy cenie 6,5 zł za litr jest to już 8424 zł. Gdyby przyjąć, że rodzina zupełnie rezygnuje z jazdy samochodem na rzecz komunikacji publicznej, kupuje bilety okresowe, w ciągu roku mogłaby zaoszczędzić od 3888 zł do 5184 zł przy różnych wariantach cen benzyny – szacują HB Doradcy Finansowi. Oszczędności mogą być jeszcze większe, gdyż automatycznie spadłyby też inne koszty, na przykład serwisu, parkingów czy myjni. Oczywiście to skrajny wariant, bo w rzeczywistości gospodarstwo domowe raczej nie odstawi auta zupełnie na parking, bo to nie miałoby sensu. Realna wydaje się rezygnacja z codziennych dojazdów do pracy. Ale rodzina będzie dalej używać auta na przykład jadąc na zakupy czy na wakacje. 

.. a całkowicie 12 tys. zł rocznie 

 

Ale ze względu na to, że aż 27% internautów zadeklarowało, że sprzeda samochód z powodu drożejącej benzyny, sprawdziliśmy też, jakie oszczędności może dać tak radyklana decyzja. Do badania przyjęliśmy analogiczne założenia, jak powyżej, uwzględniając przy tym, że gospodarstwo dodatkowo „zyskuje” kwotę, którą musiałoby wydać na ubezpieczenie auta. Przyjęliśmy, że jest ono warte 14,4 tys. zł. W takiej sytuacji można z grubsza oszacować, że na ubezpieczenie trzeba wydać 1,5 tys. zł rocznie. Dodatkowo nie posiadając auta nie będzie trzeba go serwisować. Jak wynika z danych publikowanych przez użytkowników samochodów opel astra na portalu autocentrum.pl przejeżdżając 18 tys. kilometrów rocznie trzeba liczyć się z kosztami serwisowymi na poziomie 5,2 tys. zł rocznie. W efekcie dla przyjętych wariantów cen paliw możliwe do osiągnięcia oszczędności przy sprzedaży auta wynoszą od 10,6 do 11,9 tys. zł rocznie i to już po uwzględnieniu kosztu zakupu biletów miesięcznych dla trzech osób. Dodatkowo w takim wariancie do portfela rodziny trafiłoby jeszcze 14,4 tys. zł ze sprzedaży auta.

Katarzyna Siwek, Bartosz Turek, Arkadiusz Rojek

HB Doradcy Finansowi]]></description>
      <pubDate>Thu, 19 Jan 2012 10:35:51 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Utrzymanie mieszkania podrożało w 2011 roku o prawie 7%</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59966</link>
      <description><![CDATA[Aż o 6,7% podniosły się w 2011 roku koszty związane z utrzymaniem mieszkania. Choć dane za grudzień były nieco lepsze od tych za listopad i tak sytuacja wygląda źle. Niektóre pozycje w domowym budżecie mogły podskoczyć nawet o 10%. 

 

Po listopadowym skoku do 4,8%, w grudniu inflacja nieco spadła, do 4,6%, ale nadal pozostaje znacznie powyżej górnego przedziału akceptowanego przez RPP (3,5%) i znacznie powyżej celu inflacyjnego Rady (2,5%). W tej sytuacji kreślone przez część ekonomistów scenariusze, że w tym roku stopy procentowe nie zostaną w Polsce obniżone (o ile nie nastąpi gwałtowne załamanie koniunktury gospodarczej), wydają się coraz bardziej prawdopodobne. 

 

Dla Home Broker w danych dotyczących inflacji szczególne znaczenie mają te, które odnoszą się do kosztów utrzymania gospodarstwa domowego. A tu, analogicznie do zmiany całego wskaźnika cen konsumpcyjnych, mamy w grudniu wyhamowanie tempa wzrostu. 

 

Dużo więcej za energię

 

W grudniu, ceny związane z utrzymaniem mieszkania, czyli koszty zakupu przez gospodarstwa domowe energii, wody oraz płatności czynszów, były o 6,7% wyższe niż przed rokiem wobec wzrostu o 6,9% w poprzednim odczycie. Tradycyjnie większy był wzrost cen samych nośników energii, który wyniósł 7,7% rok do roku, aczkolwiek było to tempo wolniejsze niż miesiąc wcześniej. W 2011 roku nośniki energii podrożały przeciętnie o 7,7%, ale cena opału podskoczyła już o 9,5% a gazu – o 8,9%. Cena energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wzrosła z kolei w ciągu roku 6,8%. 

 

Usługi kanalizacyjne droższe o ponad 10%

 

Samo użytkowanie mieszkania, czyli łączne koszty utrzymania pomniejszone o ceny energii, podrożało z kolei o 5,3%. Na ten wzrost złożyły się podwyżki cen usług kanalizacyjnych o 10,5%, zaopatrywania w wodę o 7,3%, a także wywozu śmieci o 6,1%.

Potaniał sprzęt AGD

 

Tradycyjnie wolniejszy wzrost miał miejsce w przypadku cen związanych z wyposażeniem mieszkania i prowadzeniem gospodarstwa domowego (zakup mebli, sprzętu AGD, środków czystości). Te były w grudniu o 3% wyższe niż przed rokiem, aczkolwiek oznacza to zwiększenie tempa względem listopada (2,9%). Podrożały meble i elementy meblarskie (o 4%) oraz środki do prania i czyszczenia (o 3,2%). Mniej niż przed rokiem płaciliśmy natomiast za sprzęt gospodarstwa domowego (o 1%).

Ostatnie statystyki GUS pokazujące kwotowo, ile przeciętny Polak wydaje co miesiąc na utrzymanie mieszkania pochodzą z końca 2010 roku (badanie „Warunki życia”). Wynika z nich, że średnio w 2010 roku wydatki wynosiły 199,9 zł. Na tę pozycję składają się, podobnie jak w przypadku koszyka inflacji, koszty czynszu, energii i wody. Na podstawie tempa wzrostu cen można szacować, że dziś na utrzymanie mieszkania czteroosobowa rodzina wydaje co miesiąc 853,7 zł wobec 852,9 zł przed miesiącem. Od początku roku koszty te podniosły się o ponad 53 zł. Polacy przeznaczają na utrzymanie mieszkania ok. 17% swoich dochodów rozporządzalnych.

Katarzyna Siwek, Arkadiusz Rojek

Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 16 Jan 2012 15:26:35 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Inwestycje w nieruchomości wakacyjne coraz bardziej popularne</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59965</link>
      <description><![CDATA[Rok 2012 może przynieść wzrost popularności strategii inwestycyjnej polegającej na zakupie pokoju hotelowego w wakacyjnym kurorcie – oceniają doradcy Home Broker. Sprzyjają temu złe nastroje na rynkach akcji, a także wysoka inflacja, która „zjada” zyski z lokat bankowych. 

 

W 2012 roku więcej inwestorów niż w 2011 roku kupi nieruchomość wakacyjną- oceniają doradcy Lion’s House i Home Broker. Takiego zdania jest 39% respondentów. Zmian w popycie nie spodziewa się 36% badanych, a co czwarty uważa, że nieruchomości wakacyjne jako wehikuł inwestycyjny będą w tym roku mniej popularne niż w 2011. Poziom optymizmu jeśli chodzi o popularność takiej formy inwestowania może wydać się dość wysoki w kontekście zagrożenia kryzysem gospodarczym. Ale jeśli uwzględnimy fakt, że inwestowanie w nieruchomości wakacyjne pozostaje dość elitarną formą pomnażania kapitału, a także to, że rynek akcji póki co raczej odstrasza niż przyciąga inwestorów, to przedstawione przewidywana mają bardzo duże szanse realizacji.

 

Większy popyt na nieruchomości wakacyjne w Polsce

 

Zyski z inwestycji w nieruchomości wakacyjne zależą w głównej mierze od potencjalnego czynszu, obłożenia oraz długości sezonu. Ten w Polsce nie należy do najdłuższych. Paradoksalnie jednak to rodzime nieruchomości mają w tym roku przyciągnąć więcej nabywców. Aż 68% respondentów spodziewa się takiego obrotu sprawy. Jedynie 18% badanych jest odmiennego zdania. Do zakupów w kraju może skłaniać brak ponoszenia ryzyka walutowego oraz fakt, że nieruchomość znajduje się w relatywnie niewielkiej odległości od miejsca zamieszkania, a sam proces zakupu i zarządzania nieruchomością jest po prostu zdecydowanie łatwiejszy.

Stopa zwrotu na poziomie 4-10% rocznie 

 

Aby zarobić na wakacyjnym najmie można skorzystać z dwóch rozwiązań. Jednym jest zakup samodzielnej nieruchomości (domu czy apartamentu), a drugim zakup pokoju w hotelu. W pierwszym przypadku inwestorzy zazwyczaj powierzają kwestię najmu firmie pośredniczącej. Za kompleksową usługę zarządzania najmem pobiera ona zazwyczaj wynagrodzenie na poziomie 20%- 25% przychodów. Rentowność tego typu inwestycji w popularnych kurortach przeważnie zawiera się w przedziale od 4 do 7% wartości nieruchomości.

 

Alternatywnym rozwiązaniem są projekty typu „condo hotel”. System ten polega na zakupie prawa własności do pokoju w hotelu zarządzanym przez wyspecjalizowaną firmę. Następnie firma ta podpisuje z nabywcą wieloletnią umowę najmu oferując często z góry określony poziom czynszu. Taka forma pomnażania kapitału zyskuje w Polsce coraz większą popularność. Powodem jest poziom możliwego do osiągnięcia przychodu, który waha się w przedziale od 6 do 10% wartości nieruchomości rocznie. Minimalny budżet, jakim trzeba dysponować, to 180 tys. zł plus VAT. Podatek zawarty w cenie można jednak odzyskać nie rejestrując działalności gospodarczej. O zwrot VAT można wystąpić do urzędu skarbowego, ale przed zakupem lokalu trzeba zarejestrować się jako podatnik VAT. Łączy się to z kosztem rzędu 170 zł.

 

Powyższe stopy zwrotu wyglądają bardziej atrakcyjnie od większości oferowanych obecnie lokat bankowych. W długim terminie mogą ponadto być wyższe od średniej stopy zwrotu z inwestycji na rynku akcji. Inwestycje w nieruchomości są szczególnie polecane w okresie dużej niepewności na rynkach, a także wysokiej inflacji. W kalkulacji potencjalnych zysków, analogicznie jak w przypadku lokat i giełdy, trzeba uwzględnić konieczność zapłaty podatku (problematykę opodatkowania dochodów z najmu Lion’s House szerzej poruszał w raporcie z 28 grudnia ub.r.).

Okazje cenowe w gorących kurortach 

 

W związku z tym, że w Bułgarii, Chorwacji, Grecji czy Hiszpanii sezon wakacyjny trwa nawet kilkukrotnie dłużej niż w Polsce rentowność inwestycji mogłaby być wyższa. Zakup nieruchomości wakacyjnej za granicą rzadziej jest jednak traktowany czysto inwestycyjnie, a motywacją częściej są własne potrzeby. Nie wyklucza to oczywiście osiągania przychodów z najmu w okresach, gdy właściciele nie mieszkają w domu lub apartamencie. Dziś od zagranicznych nieruchomości inwestorów mogą także odstraszać prognozy analityków, którzy w wymienionych krajach często spodziewają się dalszej korekty cen. Na przykład w Hiszpanii, zgodnie z rządowymi szacunkami, przynajmniej do 2014 roku ma potrwać „wchłanianie” przez rynek  obecnie podaży nieruchomości (ich liczba w połowie 2011 roku była szacowana na 0,7 miliona). W Bułgarii i Chorwacji pośrednicy wciąż mówią o niewielkiej liczbie zawieranych transakcji. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Croatian Times, przeciętna nieruchomość w Chorwacji będzie w 2012 o 8% tańsza niż w 2011. Większość obserwatorów rynku nie spodziewa się też wzrostu cen nieruchomości związanego z przystąpieniem Chorwacji do Unii. Ale oczywiście spadki cen można też potraktować jako dobrą okazję do zakupu, przyjmując jednak, że na wzrost wartości trzeba będzie dłużej poczekać.

 

Minimalny budżet jakim trzeba dysponować, aby kupić nieruchomość wakacyjną jest w wymienionych krajach mocno zróżnicowany. Najtaniej jest w Bułgarii, gdzie niewielkie mieszkanie w nowym budynku leżącym w Słonecznym Brzegu można już kupić za niecałe 100 tys. zł. Nawet ponad dwukrotnie większym budżetem trzeba dysponować, aby podobnej wielkości lokal kupić w popularnym dalmackim kurorcie lub na hiszpańskim Costa Blanca. Najdrożej jest w Grecji. Ćwierć miliona złotych to minimalny budżet, z jakim można szukać niewielkiego lokalu mieszkalnego w najpopularniejszych miastach Krety.

 

Huśtawka walutowa nie sprzyja inwestycjom

 

Inwestując w nieruchomości wakacyjne należy też zwrócić uwagę na konsekwencje wahań kursowych. Obecna tendencja spadku wartości złotego sprzyja takim inwestycjom, gdyż zarówno przeliczony na złote czynsz najmu, jak i wyrażona w złotych wartość nieruchomości za granicą rosną wraz z kolejną przeceną naszej waluty. Odwrotna sytuacja miałaby natomiast miejsce w przypadku umocnienia złotego. 

 

Jak zmiany kursowe z ostatnich lat wpływały na rentowności inwestycji w zagraniczne nieruchomości? Prześledźmy to na przykładzie. Dla uproszczenia przyjmiemy, że wartość nieruchomości wyrażona w euro jest stała, a zmienia się jedynie kurs walutowy. Gdyby polski inwestor wydał na mieszkanie za granicą 100 tys. euro w czerwcu 2001 roku, to faktycznie ulokowałby w niej 335 tys. zł. Zmiany na rynku walutowym w kolejnych miesiącach powinny takiego inwestora cieszyć. W lutym 2004 roku euro kosztowało już 4,9 złotego. W efekcie 100 tys. euro ulokowane w mieszkaniu warte byłoby aż 490 tys. złotych.

 

Ale już gdyby dokonał inwestycji na przykład na początku 2004 roku przy kursie 4,9 zł za euro i chciał ją zamknąć pięć lat później, gdy kurs oscylował w okolicach 3,2 zł za euro, poniósłby spora stratę. 

Artur Wach

Lion’s House]]></description>
      <pubDate>Thu, 12 Jan 2012 13:43:56 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Kawalerki już nie tak popularne?</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59963</link>
      <description><![CDATA[<b>Na przestrzeni kilku ostatnich kwartałów udział kawalerek w największych miastach w naszym kraju nieco się obniżył. Taki rozwój wypadków jest spowodowany rosnącą popularnością tzw. mieszkań kompaktowych.</b>

Należy zaznaczyć, że w ostatnim czasie zmniejszyła się przeciętna powierzchnia mieszkań deweloperskich. Jest to rezultatem niepewnej sytuacji gospodarczej, która odbiła się na możliwościach finansowych Polaków, ale również sprawiła, że stali się oni bardziej ostrożni planując wydatki. W związku z tym w chwili obecnej największym wzięciem klientów cieszą się właśnie małe 2- pokojowe lokale, o niskiej powierzchni przypadającej na jedno pomieszczenie oraz odpowiednim rozkładzie. Takie mieszkania stanowią bezpośrednią konkurencję dla kawalerek, gdyż na powierzchni, która kiedyś starczała tylko na jeden dzisiaj można „zmieścić” już dwa pokoje.

W ciągu dwóch ostatnich lat w gronie pięciu głównych miast najmniejszy udział kawalerek przypadający na całą ofertę został odnotowany w Warszawie. Taka sytuacja w stolicy jest naturalna, gdyż w tym mieście standardowo wzięciem cieszą się większe jednostki mieszkalne. Podobnie jest w Gdańsku. Za największy odsetek całkowitej podaży w ciągu ostatnich trzech miesięcy minionego roku 1- pokojowe lokale mieszkalne odpowiadały w Krakowie. We Wrocławiu oraz Poznaniu stanowiły niewiele ponad jedną dziesiątą.

Warto podkreślić, że mieszkania składające się z jednego pokoju stanowią z reguły większy odsetek wszystkich lokali deweloperskich w miastach będących dużymi ośrodkami akademickimi, gdyż to właśnie młode osoby po ukończeniu nauki zazwyczaj decydują się na taki zakup. Wynika to z faktu, że z jednej strony pragną one jak najszybciej się uniezależnić, z kolei zwykle nie dysponują jeszcze dużymi możliwościami finansowymi, które pozwalałyby na zakup większego lokum.


Emmerson S.A.]]></description>
      <pubDate>Mon, 9 Jan 2012 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Od 2012 mniej komplikacji przy obliczaniu podatku od nieruchomości</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59962</link>
      <description><![CDATA[Od 1 stycznia zasady opodatkowania sprzedaży nieruchomości s prostsze. Nie ma już możliwości zastosowania 10-proc. stawki od przychodu. Wobec nieruchomości sprzedanych w 2012 roku o wysokości podatku decydować będzie już tylko dochód ze sprzedaży. Podatku można uniknąć na przykład wydatkując pieniądze na zakup innej nieruchomości.

W polskim systemie podatkowym funkcjonuje kilka systemów rozliczania podatku od sprzedaży nieruchomości. Zastosowanie jednego z nich uzależnione jest od daty nabycia nieruchomości, przy czym przez nabycie ustawodawca rozumie zarówno zakup nieruchomości, jak i nieodpłatne otrzymanie w drodze darowizny, zamiany, zniesienia współwłasności lub spadku. Dla wyboru stosownej formy rozliczeń z fiskusem ważny jest moment, w którym nastąpiło nabycie nieruchomości. Czy miało to miejsce:

1) do 31 grudnia 2006 roku,
2) od 1 stycznia 2007 do 31 grudnia 2008,
3) od 1 stycznia 2009 roku.

Osoby, które sprzedadzą nieruchomość w tym roku nie zapłacą już podatku jeśli nabyły ją w pierwszym okresie, a więc do 31 grudnia 2006 roku. Tym samym od tego roku nie będzie już sytuacji, w których zastosowanie miałaby 10-proc. stawka podatku liczona od przychodu ze sprzedaży, czyli od ceny zbycia. Znika więc jedna z metod opodatkowania. 

Opodatkowany będzie już tylko dochód

W przypadku zbycia nieruchomości nabytych od 1 stycznia 2007 roku obowiązuje stawka 19-proc. liczona od dochodu z odpłatnego zbycia nieruchomości. Jest to różnica między przychodem ze sprzedaży (cena) nieruchomości oraz kosztami jej nabycia. Do kosztów tych zaliczyć można: cenę zakupu nieruchomości, kwoty wydane na wycenę nieruchomości, prowizję zapłaconą pośrednikowi, koszty ogłoszeń o chęci sprzedaży czy opłaty notarialne.

Ulga meldunkowa lub dwa lata na wydanie pieniędzy

Wysokość podatku, obliczona na podstawie powyżej przestawionych zasad, nie jest jednak ostateczna. Osobom, które nabyły prawo do nieruchomości w roku 2007 lub 2008, przysługuje bowiem prawo do ulgi meldunkowej. Zasadą skorzystania z tej ulgi jest wymóg zameldowania w danej nieruchomości przez okres minimum 12 miesięcy przed datą sprzedaży. Wnuczka, która odziedziczyła mieszkanie po swojej babci w 2007 roku i zbyła je w tym samym roku, nie zapłaci więc podatku jeśli była zameldowana w lokalu przynajmniej 12 miesięcy (np. od 2005 roku). Nie ma tu znaczenia czy zbywca był zameldowany w nieruchomości w momencie sprzedaży. Ważne jest jedynie, aby okres zameldowania był nie mniejszy niż 12 miesięcy i dotyczył czasu przed zbyciem nieruchomości.

W sytuacjach, co do których nie ma zastosowania ulga meldunkowa (nieruchomości nabyte po 31 grudnia 2008 roku) ustawodawca pozwolił obniżyć podatek od sprzedaży poprzez zadeklarowanie i następnie wydatkowanie osiągniętego przychodu na własne cele mieszkaniowe. Dla nieruchomości nabytych po 31 grudnia 2008 roku możliwe jest obniżenie dochodu do opodatkowania proporcjonalnie do wydatkowanej kwoty osiągniętego przychodu (patrz wzór). Przykładowo, mieszkanie kupione w 2009 roku za 50 tys. zł jest sprzedawane dziś za 100 tys. zł. Dochód ze zbycia nieruchomości wynosi więc 50 tys. zł. Sprzedawca nie musi jednak płacić podatku od całej tej kwoty, bo chce jednak wydać w najbliższych dwóch latach 80 tys. zł na własne cele mieszkaniowe. Podstawą opodatkowania będzie więc 10 tys. złotych, a sam podatek wyniósłby 1,9 tys. złotych. 


Warto tu także zauważyć, że w przypadku sprzedaży nieruchomości nabytej po 31 grudnia 2008 roku, na wydanie pieniędzy na własne cele mieszkaniowe podatnik ma dwa lata podatkowe, a nie kalendarzowe. Jaka jest różnica? Rok podatkowy jest liczony od początku roku następującego po danym zdarzeniu. Sprzedając więc taką nieruchomość z dniem 1 stycznia 2010 roku, podatnik ma czas aż do 31 grudnia 2012 roku na wydanie pieniędzy na własne cele mieszkaniowe.

Data nabycia gruntu może ochronić przed podatkiem od sprzedaży nowego domu

Na koniec warto rozważyć jeszcze jeden przypadek. Osoba, która nabyła prawo własności do gruntu przed 1 stycznia 2007 roku, nie zapłaci w 2012 roku podatku od sprzedaży tej nieruchomości wraz z postawionym na niej budynkiem nawet jeśli został on wybudowany w 2011 roku. Nie ma tu znaczenia, że wartość nowopowstałego budynku może być niejednokrotnie wyższa od wartości samej działki. Na korzyść zbywcy działa tu bowiem Kodeks Cywilny, w myśl którego generalną zasadą jest, iż wzniesione na gruncie budynki stają się częścią składową gruntu. Data nabycia nieruchomości gruntowej w przyjętym przypadku zwalnia już z podatku od dochodów ze sprzedaży nieruchomości (minął okres pięcioletni). Należy jednak podkreślić, że mechanizm ten ma zastosowanie w przypadku prawa własności do gruntu, a nie działa dla gruntu oddanego w użytkowanie wieczyste. Wzniesienie budynku na działce oddanej w użytkowanie wieczyste powoduje powstanie (nabycie) nowej nieruchomości – nieruchomości budynkowej.

Bartosz Turek
Analityk rynku nieruchomości
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Thu, 5 Jan 2012 10:35:14 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>W 2012 roku cena doprowadzi do zmian na rynku mieszkaniowym</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59959</link>
      <description><![CDATA[Minimalizacja ceny zakupu nieruchomości będzie podstawowym czynnikiem decydującym o zakupie nieruchomości - wynika z prognoz doradców Home Broker na 2012 rok. Spodziewają się oni wzrostu udziału transakcji mieszkaniami deweloperskimi o niższym standardzie. Trudniejszy dostęp do kredytów może też utrzymać wysoką popularność wielkiej płyty.

Home Broker spytał swoich doradców jakie są ich przewidywania na kolejny rok. Wyniki badania mają jedną myśl przewodnią – minimalizacja ceny zakupu będzie podstawowym kryterium wyboru nieruchomości. Nie powinno więc dziwić, że zgodnie z opinią respondentów na popularności zyska najtańszy segment mieszkań sprzedawanych przez deweloperów. W badaniu doradcy mogli wytypować część rynku, która ich zdaniem zyska lub straci na popularności.

Deweloperzy przyszłości bać się nie powinni

Największą przewagę osób typujących wzrost udziału w rynku zanotował segment popularny rynku deweloperskiego. Warto przypomnieć, że w bieżącym roku 31,7% mieszkań było sprzedanych na rynku pierwotnym – wynika z danych Home Broker. Zgodnie z opinią respondentów w 2012 roku udział ten powinien wzrosnąć. Takiej odpowiedzi udzieliło prawie 61% doradców. Odmiennego zdania był tylko jeden doradca na 33, a 36% nie wyraziło opinii o wzroście lub spadku popularności tego segmentu rynku. Saldo odpowiedzi, a więc różnica między opiniami o wzroście i spadku popularności, wyniosło 58%. Za tak dużą przewagą odpowiedzi pozytywnych przemawia przede wszystkim relatywnie niska cena. Warto przypomnieć, że w ostatnich 12 miesiącach deweloperzy aktywnie konkurowali między sobą, co doprowadziło do sporej obniżki cen mieszkań sięgającej od 300 do 900 zł w przeliczeniu na m kw. w takich miastach jak Poznań, Trójmiasto, Warszawa czy Wrocław. Ponadto choć program „Rodzina na swoim” został okrojony, to preferuje on mieszkania nowe poprzez ustalenie limitu cen kwalifikujących do dopłat na poziomie o 25% wyższym niż wobec nieruchomości używanych. Na koniec warto zauważyć, że deweloperzy skłonni są oferować do sprzedaży mieszkania tym taniej im wcześniejszy jest etap ich realizacji. Pozwala to potencjalnemu nabywcy zaoszczędzić kilka lub nawet kilkanaście procent kupując na etapie przysłowiowej „dziury w ziemi”. Obniżka ceny ma rekompensować ryzyko niepowodzenia inwestycji i czas oczekiwania na odbiór kluczy. W przyszłym roku stan ten może się częściowo zmienić. Poziom bezpieczeństwa zawierania transakcji na rynku pierwotnym zostanie podniesiony poprzez wejście w życie ustawy o ochronie praw nabywcy mieszkań. Ma ona gwarantować kupującym pełną informację i ochronę przed upadłością dewelopera. Gdyby do tego dodać argument o rosnącym popycie (zgodnie z szacunkami Home Broker kupujących w 2011 roku było o 30% więcej niż w 2010), nie należy się dziwić, że zgodnie z danymi GUS deweloperzy wciąż nie szczędzą nakładów na rozpoczynanie nowych inwestycji. Gdy rosnąca konkurencja będzie w dalszym ciągu przekładała się na spadek cen nowych mieszkań, będzie to przyciągać kupujących, którzy będąc świadomymi sytuacji rynkowej, nie chcą przepłacać.

Brak zgody odnośnie przyszłości betonowych bloków

Wyniki badania nie są jasne odnośnie przyszłości wielkiej płyty. Co prawda dominująca grupa respondentów (50%) uznała, że lokale w betonowych blokach będą traciły udział w rynku, ale nie można lekceważyć sporej grupy (27%) osób o odmiennym zdaniu. Badania Home Broker pokazują, że Polacy szukają nowych mieszkań, ale w wielu przypadkach ograniczenie dostępu do kredytów może powodować, że nabywcy przychylnym okiem spoglądać będą na najtańszy segment mieszkań używanych. Warto bowiem zauważyć, że średnia cena ofertowa metra lokalu w wielkiej płycie jest w największych miastach przeciętnie o 14% niższa od średniej dla całego rynku mieszkań używanych. Nie dość jednak, że cena metra jest atrakcyjna, to i wielkość tych lokali jest o przynajmniej kilkanaście procent mniejsza niż w kamienicach czy nowym budownictwie. Podczas gdy mieszkanie dwupokojowe ma w nowym budownictwie przeciętnie 52 m kw., to w wielkiej płycie są to 43 metry. Z drugiej strony wśród kupujących grupa osób unikających betonowych bloków jest spora i rośnie ona wraz z bogaceniem się polskiego społeczeństwa. Po prostu wiele osób mając do wyboru za tę samą cenę wielką płytę i nowy blok w mniej atrakcyjnej lokalizacji wybierze to drugie rozwiązanie.

Jak pokazują dane Home Broker wielka płyta cieszy się obecnie dużą popularnością. W pierwszych trzech kwartałach 2011 roku mieszkania te stanowiły w największych miastach 26,9 % ogólnej liczby sprzedanych mieszkań. Oznacza to, że przeszło co 4 sprzedane mieszkanie znajdowało się w 2011 roku w betonowym bloku.

Drogie nieruchomości stracą na rekomendacji

Kilkunastoprocentowa przewaga odpowiedzi o spadku popularności nad opiniami przeciwnymi wystąpiła także w przypadku domów w obrębie miast oraz najdroższych mieszkań – apartamentów i lokali o podwyższonym standardzie. Główny powód upatrywany jest w ograniczaniu zgodności kredytowej osób najlepiej zarabiających. Do tej pory wybierali oni często kredyty w zagranicznych walutach, do których dostęp będzie po pierwszym stycznia znacznie trudniejszy (rekomendacja S). Nawet jednak spadek popularności tych segmentów rynku nie powinien odbić się na obrazie jego całości. Trzeba bowiem zauważyć, że obecnie najdroższy segment odpowiada za zaledwie kilka procent zawieranych transakcji.

Im większe mieszkanie tym mniejszy popyt

W kolejnym roku prym wciąż wieść powinny obecnie najpopularniejsze lokale dwupokojowe. W 2011 stanowiły one ponad połowę lokali, które znalazły nabywców. Aż 62% doradców spodziewa się, że w kolejnym roku popyt na dwa pokoje będzie jeszcze większy. Za jego niezmiennością opowiada się co trzeci doradca, a tylko 6% z nich wróży spadek udziału lokali dwupokojowych w ogólnej liczbie zawieranych transakcji. Identyczne odpowiedzi uzyskały kawalerki – które zgodnie z odpowiedzią większości doradców powinny być w kolejnym roku popularniejsze niż obecnie. Obecnie udział w kawalerek w rynku jest umiarkowany. W bieżącym roku odpowiadały one za 19,8% transakcji. Dla porównania mieszkania trzypokojowe były przedmiotem 22,9% transakcji. Respondenci spodziewają się, że w 2012 roku udział tego segmentu w rynku spadnie. Odpowiedziało tak 56% badanych. W przypadku większych mieszkań doradcy Home Broker spodziewają się realizacji jeszcze czarniejszego scenariusza. Obecnie zaledwie jedno mieszkanie na 25 ma przynajmniej cztery pokoje. Aż trzy czwarte badanych uważa, że w 2012 udział największych mieszkań w rynku spadnie. 

Bartosz Turek, Robert Latuszek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Tue, 3 Jan 2012 10:16:51 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Niezbędnik kredytobiorcy w 2012 roku</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59958</link>
      <description><![CDATA[<b>Pozbądź się kart kredytowych, spłać debet w koncie, przesiądź się do komunikacji miejskiej  - to najlepsze sposoby na podniesienie zdolności kredytowej. Od stycznia ich znaczenie będzie większe niż do tej pory. Z pomocą mogą też przyjść rodzice. </b>

Od przyszłego tygodnia, w związku z wejściem w życie Rekomendacji SII, radykalnie zmienia się sposób liczenia przez banki zdolności kredytowej. W przypadku osób ubiegających się o kredyt walutowy na 35 lat, które osiągają dochód na poziomie średniej krajowej, kwota kredytu zmniejszy się o jedną trzecią – wynika z szacunków Home Broker. Zmiana ta spowoduje ograniczenie siły nabywczej finansujących się kredytem o ok. 185 tys. zł, co może skutkować tym, że w dużym mieście żadnego mieszkania po prostu nie da się kupić. Mniej dotkliwe zmiany będą w przypadku kredytów w złotych i te na pewno zyskają na popularności względem finansowania w euro. Ale w ich przypadku zdolność też będzie mniejsza. Dlatego Home Broker podsuwa kilka propozycji co można zrobić, żeby podnieść sobie zdolność kredytową. 

<b>1. Zlikwiduj karty kredytowe i kredyty odnawialne</b>

Karta kredytowa, nawet jeśli jest na bieżąco spłacana i nie stanowi faktycznego obciążenia dla gospodarstwa domowego może mieć znaczący wpływ na zdolność kredytową. 3,5 tys. limitu na karcie kredytowej, czy kredytu odnawialnego może oznaczać obniżenie zdolności kredytowej o kilkanaście tysięcy złotych. Popularna na rynku kombinacja – karty kredytowej i limitu w koncie może ograniczyć maksymalną wysokość kredytu hipotecznego nawet o 30-40 tys. zł. 

<b>2. Wystąp o kredyt wspólnie z rodzicami</b>

Ratunkiem na brakujące kilkanaście, czy kilkadziesiąt tysięcy kredytu koniecznego do sfinansowania zakupu mieszkania może być dołączenie do niego kolejnych kredytobiorców . Najczęściej swoją zdolnością kredytową wspomagają rodzice. Ale tutaj uwaga – w części banków rodzice nie tylko będą przystępowali do kredytu, ale także będą musieli zostać współwłaścicielami kupowanej nieruchomości. Dodatkowo, większość banków może wymagać skrócenia okresu kredytowania, dostosowując go do wieku najstarszego kredytobiorcy. I tak w przypadku gdy najstarszy kredytobiorca ma 55 lat, może się okazać niemożliwe wzięcie kredytu na lat 30. 

<b>3. Sprzedaj samochód</b>

Samochód to stały comiesięczny koszt dla gospodarstwa domowego. Większość banków przyjmie do analizy dochodów stały koszt w wysokości ok. 500 zł przeznaczony na utrzymanie środka transportu. W takim przypadku nie ma znaczenia, czy samochód jest wykorzystywany regularnie, czy sporadycznie – na przykład tylko raz w tygodniu po zakupy czy dwa razy w roku na urlop. Przyjęty przez analityków dodatkowy koszt w wysokości 500 zł może przełożyć się na obniżenie zdolności kredytowej o kilkanaście tysięcy. Co więcej, rezygnacja z dojazdów do pracy samochodem – przy założeniu odkładania zaoszczędzonej kwoty – pozwala zgromadzić wkład własny ma zakup mieszkania. 

<b>4. Wystąp o niewielką podwyżkę</b>

Masz dobre układy z szefem? Możesz spróbować poprosić o podwyżkę. Jak się okazuje nie musi być ona zbyt duża, abyś mógł utrzymać zdolność kredytową na takim samym poziomie jak pod koniec 2011 roku. Home Broker zapytał banki ile minimalnie musielibyśmy zarabiać aby dostać kredyt w wysokości 250 tys. zł pod koniec 2011 i na początku 2012 roku. Jak się okazuje, aby utrzymać zdolność kredytową na tym poziomie, wystarczy wyprosić podwyżkę wysokości 160 zł (jest uśredniona wartość z kilku banków). Jeśli nie masz szansy na podwyżkę nawet o tak niewielką kwotę sprawdź czy w ciągu ostatniego roku nie dostałeś premii, czy nagród – udokumentowanie tych wpływów, a także dodatkowych umów o dzieło (chociażby za wypracowane nadgodziny itp.) może pomóc zwiększyć szanse na kredyt mieszkaniowy w pierwotnie planowanej wysokości.

<b>Nie próbuj oszukać banku </b>

Wszystkie powyższe metody są skuteczne i nie wzbudzają najmniejszych „moralnych” zastrzeżeń. Ale ponieważ, jak wiadomo, Polak jest pomysłowy, zdarzają się też inne koncepcje. Przykładem może być rozdzielność majątkowa. Może być ona pomocna w przypadku, gdy jeden z małżonków ma złą historię w BIK, która dyskwalifikuje go przy ubieganiu się o kredyt, bądź osiąga bardzo niskie dochody (lub nie ma ich wcale). Po ustanowieniu rozdzielności mieszkanie może kupić i zaciągnąć pod nie kredyt jeden z małżonków. Ale uwaga, takie działanie może być potraktowane jako próba oszukania banku. Dlatego banki zabezpieczają się przed takimi przypadkami, na przykład w ten sposób, że żądają, aby rozdzielność trwała przynajmniej od pół roku. Poza tym jest ono mało skuteczne w sytuacji, gdy małżonkowie nadal razem mieszkają, czyli tworzą wspólne gospodarstwo domowe, bo w kosztach utrzymania bank przyjmie dwie osoby (plus ewentualnie dzieci).

Arkadiusz Rojek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Tue, 3 Jan 2012 09:40:46 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>2012 rokiem kredytów w złotych</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59957</link>
      <description><![CDATA[W 2012 roku czeka nas zmniejszenie dostępności kredytów mieszkaniowych spowodowane Rekomendacją SII. Raczej nie ma co liczyć na duże cięcia marż, ale jest nadzieja na spadek stopy WIBOR, co powinno zmniejszyć raty kredytowe w złotych – ocenia Home Broker. Kredyty walutowe będą mieć marginalne znaczenie.  

Rok 2012 przyniósł spore zmiany na rynku kredytów mieszkaniowych. Po stronie banków widać było dużą gotowość do udzielania tych kredytów, ale towarzyszące jej czynniki zewnętrzne ostatecznie zadecydowały o tym, że na przestrzeni roku dostępność kredytów spadła. 

2011 rok – marże w dół 

Większa gotowość banków do udzielania kredytów hipotecznych była widoczna przede wszystkim w obniżkach marż. Dotyczy to zarówno finansowania w złotych, jak i w euro. Średnia marża dla kredytu w złotych na kwotę 300 tys. zł (30 lat, 25% wkładu własnego) wyniosła w grudniu 1,25% wobec 1,6% przed rokiem, czyli spadła o 0,34 pkt. proc. – wskazują dane Home Broker. Przeciętna marża dla kredytu w euro co prawda nie zmieniła się porównując grudzień do grudnia (2,05%), ale za to spadła w stosunku do stycznia 2011 r. (wynosiła wtedy 2,36%).

Stopy rynkowe wzrosły 

Niestety cięcia marż dokonane przez banki zostały „skonsumowane” przez niekorzystne z punktu widzenia kredytobiorców podwyżki stóp rynkowych. 3-miesięczna stopa WIBOR, od której zależy oprocentowanie kredytów w złotych podskoczyła w ciągu roku z 3,05% do 4,99%, czyli o ponad punkt procentowy. Z kolei 3-miesięczna stopa EURIBOR, która wyznacza poziom oprocentowania kredytów w euro, podniosła się z 1% do 1,4%. O ile jednak w przypadku WIBOR-u wzrost następował stopniowo w ciągu całego roku, to EURIBOR rósł w pierwszym półroczu, osiągając poziom 1,6% na przełomie czerwca i lipca, a potem zaczął spadać. Europejski Bank Centralny najpierw dwukrotnie podniósł bazową stopę procentową z 1% do 1,5%, a później dwukrotnie ją obniżył, przez co wróciła do wyjściowego poziomu 1%. W Polsce stopa referencyjna NBP wzrosła w ciągu roku łącznie o 1 pkt. proc. (z 3,5% do 4,5%), a cztery podwyżki miały miejsce w pierwszym półroczu br. 

Wyższe raty

Podwyżki stóp rynkowych tylko częściowo zostały zrekompensowane przez niższe marże, w efekcie czego oprocentowanie kredytów w złotych podniosło się w ciągu roku o 0,69 pkt. proc., do 6,22%, a oprocentowanie kredytów w euro nie zmieniło się, choć już między samym styczniem a grudniem br. mamy wzrost o 0,19 pkt. proc., do 3,55% - wynika z zestawienia Home Broker. Rata nowego kredytu na 300 tys. zł udzielonego na 30 lat wzrosła w ciągu roku z 1707 zł do 1841 zł, czyli o 134 zł. Z kolei rata analogicznego kredytu w euro, uwzględniając spread walutowy, podniosła się z 1391 zł do 1425 zł, czyli o 34 zł. W przypadku tego drugiego kredytu ważne znaczenie dla kredytobiorców miał też wzrost kursu euro względem złotego, który w długim terminie podniósł atrakcyjność finansowania się walucie europejskiej, choć krótkoterminowo mógł skutkować podwyżką raty.

Sześć metrów mieszkania mniej 

Rok 2012 był niekorzystny jeśli chodzi o zmianę zdolności kredytowej. Jej przeciętny poziom wyliczony dla gospodarstwa domowego, które osiąga dochód na poziomie 5 tys. zł netto, spadł w przypadku kredytu w złotych z 421,1 tys. zł w grudniu 2010 r. do 390,7 tys. zł obecnie, czyli o ponad 30 tys. zł. Przeliczając to na możliwości zakupowe, spadek zdolności spowodował, że nabywca o przeciętnej zdolności mógł kupić w grudniu w największych miastach Polski średnio o 6 mkw mniej niż rok wcześniej. W przypadku kredytów w euro przeciętna zdolność w grudniu br. była zbliżona do tej sprzed roku (328,6 tys. zł dla tych samych parametrów). 

Dostosowywanie oferty do rekomendacji SII już trwa 

Rok 2012 z pewnością nie przyniesie odwrócenia tych niekorzystnych tendencji. Przypomnijmy, od przyszłego tygodnia, ze względu na wejście w życie Rekomendacji SII, banki będą musiały wyliczać zdolność tak, jakby kredyt miał być spłacony w ciągu 25 lat, nawet jeśli faktycznie zaciągany jest np. na 35 lat. W przypadku kredytów walutowych pojawi się dodatkowe ograniczenie, że rata kredytowa nie będzie mogła stanowić więcej niż 42% dochodu netto. Według szacunków Home Broker, osoby zarabiające poniżej średniej, które chcą zaciągnąć kredyt w euro na 35 lat, straciłyby w efekcie tych zmian nawet jedną trzecią swojej obecnej zdolności kredytowej (dziś w ich przypadku rata nie może stanowić więcej niż 50% dochodu netto). Ubytek zdolności kredytowej dla osób zarabiających powyżej średniej byłby jeszcze większy (dziś obowiązuje ich ograniczenie wysokości raty do 65% dochodu). W rzeczywistości jednak zmiany mogą nie być aż tak drastyczne, bo banki już od pewnego czasu dostosowują swoją ofertę do nowych wymogów nadzoru. 

Udział kredytów walutowych spadnie do kilku procent 

A te wytyczne spowodowały, że banki, które do tej pory były bardzo aktywne w udzielaniu kredytów walutowych, albo już się z nich wycofały (PKO BP), albo znacząco ograniczyły ich dostępność  - np. mBank i Multibank. Inne zachęcają kredytobiorców, którzy złożyli wniosek o finansowanie w euro do jago zamiany na złote na promocyjnych warunkach (Nordea) lub zamierzają wprowadzić wysokie ograniczenia dotyczące minimalnego dochodu. W efekcie, choć formalnie kredyty w euro oferuje jeszcze kilkanaście banków, to w praktyce ich dostępność już znacznie się zmniejszyła.– Można się spodziewać, że w2012 roku takie kredyty będą mieć już marginalne znaczenie – przewiduje Aleksandra Łukasiewicz, prezes HB Doradcy Finansowi. Według danych ZBP, za III kwarta l br. kredyty w euro stanowiły niespełna 12% wszystkich nowych kredytów. W rekordowym okresie, w III kwartale 2010 r., ich udział wyniosło prawie 22%. W przyszłym roku będzie to prawdopodobnie kilka procent.

Spadek sprzedaży kredytów w euro będzie spowodowany nie tylko samą rekomendacją, ale też decyzjami właścicieli polskich banków. – Część dużych graczy, ze względu na sytuację rynkową, wprowadziła limity na kredyty walutowe, które mogą skutkować zmniejszeniem sprzedaży nawet o połowę – zauważa Aleksandra Łukasiewicz. – Kredyty walutowe wciąż mają w ofercie mniejsze banki. Zobaczymy na ile będą w stanie poradzić sobie z popytem – dodaje.

Nadzieja w spadku stopy WIBOR

Można więc bez przesady powiedzieć, że rok 2012 będzie rokiem kredytów w złotych. To tak naprawdę jedyna oczywista tendencja, jakiej możemy spodziewać się w przyszłym roku. Bardzo wiele czynników jest bowiem trudnych do przewidzenia. Chodzi tu z jednej strony o to, jak rynek wypełni próżnię po kredytach walutowych, czyli na ile banki będą w stanie dalej uatrakcyjniać ofertę finansowania w złotych, a z drugiej o to, jaki będzie koszt pieniądza na rynku międzybankowym. Od niego w dużej mierze zależy bowiem możliwość obniżania marż kredytowych. – Przy obecnym poziomie WIBOR-u i nasilonej konkurencji o depozyty Polaków, banki które finansują się w ten sposób, mają niewielkie możliwości dalszego obniżania marż– ocenia Aleksandra Łukasiewicz. Rynek przewiduje dziś, że w pierwszym półroczu 2012 r. WIBOR spadnie, o ok. 0,2 pkt. proc. Jeśli nawet marże nie uległyby zmianie, taka obniżka zaowocowałaby spadkiem raty kredytowej i miałaby korzystny wpływ na wyliczanie zdolności. 

Zamieszanie w przepisach 

Zaciągający kredyty mieszkaniowe powinni też liczyć się z innym utrudnieniem – w niektórych bankach może pojawić się problem z kredytowaniem prowizji i opłat okołokredytowych. Wynika to z niejasnych zapisów ustawy o kredycie konsumenckim, która weszła w życie 18 grudnia br. Część banków dostosowując się do tej ustawy wprowadziła zakaz kredytowania prowizji. Może to oznaczać konieczność posiadania w gotówce kilku tysięcy złotych. 

Katarzyna Siwek, Arkadiusz Rojek 
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Thu, 29 Dec 2011 11:28:34 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Pół metra mieszkania za pensję Polaka</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59956</link>
      <description><![CDATA[<b>Statystyczny mieszkaniec dużego polskiego miasta musiałby pracować prawie 8 lat żeby kupić sobie 50-metrowe mieszkanie. Ale uwaga - pod warunkiem, że pensję odkładałby co do grosza. W najgorszej sytuacji są mieszkańcy Sopotu i Krakowa, których możliwości zakupowe są nawet trzykrotnie skromniejsze niż w Katowicach.</b>

O tym jak drogie są mieszkania w danym miejscu najlepiej świadczy stosunek zarobków do ceny przeciętnego lokalu. Zgodnie z danymi Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej, w krajach zachodniej Europy standardem jest, że miesięczny dochód pozwala na zakup 2 – 3 m kw. mieszkania. Home Broker sprawdził jak to wygląda w poszczególnych miastach Polski.

<b>Niskie możliwości zakupowe w Polsce</b>

Wyniki są mało optymistyczne. Średnia dla 18 badanych miast wskazuje, że za przeciętne wynagrodzenie miesięczne „na rękę” można kupić zaledwie 0,54 m kw. mieszkania. A to oznacza, że przy założeniu, że pensję odkładalibyśmy w całości, nie wydając z niej na życie ani grosza, na najpopularniejsze obecnie 50-metrowe mieszkanie trzeba byłoby pracować prawie 8 lat. Sytuacja jest ponadto bardzo zróżnicowana w przypadku poszczególnych miast.

<b>W Sopocie jest najdrożej</b>

W najgorszej sytuacji są mieszkańcy Sopotu. Ta część Trójmiasta jako prestiżowa lokalizacja odznacza się jedną z najwyższych średnich cen nieruchomości w kraju. Zgodnie z danymi Home Broker w 2011 roku przeciętna cena transakcyjna w Sopocie osiągnęła poziom 8,7 tys. zł za m kw. Pod tym względem przewyższa nawet stolicę (7,8 tys. zł za metr). Z drugiej strony dochody mieszkańców Sopotu nie należą do wysokich – wynika z danych GUS. Przeciętne wynagrodzenie netto mieszkańca Sopotu to 2,8 tys. zł, co plasuje to miasto pomiędzy pensjami gdańszczanina i gdynianina. W efekcie za równowartość przeciętnego wynagrodzenia „na rękę” mieszkaniec Sopotu może kupić zaledwie 0,3 m kw. lokalu. Jest to najniższy wynik wśród badanych miast, co oznacza, że poziom cen w Sopocie jest relatywnie wysoki w porównaniu z możliwościami nabywczymi mieszkańców – jak wysoki? Przyjmując, że zachowane byłyby sopockie relacje pomiędzy poziomem wynagrodzeń i cenami mieszkań, to przeciętny metr kwadratowy w Warszawie kosztowałby 10,4 tys. zł, we Wrocławiu 8,2 tys. zł, w Krakowie 7,9 tys. zł, a w Poznaniu 8,5 tysiąca.

<b>Zła sytuacja w Krakowie</b>

Podobnie jak w Sopocie, tak i w Krakowie przeciętny mieszkaniec za przeciętne wynagrodzenie mógłby pozwolić sobie na zakup zaledwie 0,4 m kw. lokalu. Ceny nieruchomości są więc w Krakowie wysokie w porównaniu z możliwościami finansowymi mieszkańców. Warto też zauważyć że dochody plasują się w stolicy Małopolski pomiędzy poziomem rzeszowskim a szczecińskim. Ceny nieruchomości są za to w Krakowie o ponad połowę wyższe od wcześniej wymienionych miast. Podobne możliwości zakupowe do krakowskich można ponadto zaobserwować we Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu.

<b>W Katowicach bliżej do Zachodu</b>

Odmiennie sytuacja wygląda w Katowicach. Za równowartość przeciętnego wynagrodzenia netto mieszkańcy stolicy województwa śląskiego mogliby kupić 0,9 m kw. lokalu. Co prawda jest to wynik bliższy zachodnioeuropejskiej średniej, ale wciąż dwukrotnie od niej niższy. Na tle polskich miast poziom cen w Katowicach jest jednak relatywnie niski w porównaniu do możliwości nabywczych mieszkańców- jak niski? Przyjmując, że zachowane byłyby katowickie relacje pomiędzy wynagrodzeniami i cenami mieszkań, to przeciętny metr kwadratowy w Warszawie kosztowałby 3,7 tys. zł, we Wrocławiu 2,9 tys. zł, w Krakowie 2,8 tys. zł, a w Poznaniu 3 tysiące.

Katarzyna Siwek, Bartosz Turek, Robert Latuszek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Tue, 27 Dec 2011 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Wynajem lokalu użytkowego bardziej opłacalny niż mieszkania</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59954</link>
      <description><![CDATA[Inwestowanie w lokale użytkowe pozwala osiągnąć stopę zwrotu nawet dwa razy większą niż w przypadku wynajmu mieszkań. Stopy zwrotu na poziomie 8% rocznie są jednak zarezerwowane dla inwestorów z grubszym portfelem. Chcąc kupić lokal użytkowy w Warszawie trzeba często dysponować gotówką w kwocie nawet pół miliona złotych. 

Listopad przyniósł niespodziewany wzrost inflacji do 4,8%, a to oznacza, że właściciele wynajmowanych mieszkań mogli w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie zarobić w ujęciu realnym. Przeciętna rentowność najmu w tym segmencie wynosi bowiem niewiele ponad 4%. W lepszej sytuacji są osoby, które posiadają lokale użytkowe. Mogą liczyć na wyższą stopę zwrotu z najmu.

Jest to efekt mniejszej konkurencji na rynku lokali użytkowych niż na rynku mieszkaniowym. Bariery wejścia na ten rynek są bowiem większe, niż w przypadku najmu mieszkań. W warszawie aby w ogóle myśleć o zakupie lokalu użytkowego trzeba dysponować budżetem rzędu 1 mln zł. W pozostałych miastach wojewódzkich poziom cen jest niższy, ale i tak nawet w relatywnie tanich Katowicach trzeba dysponować kwotą około 500 tys. zł – wynika z danych Lion’s House. Dla porównania mieszkanie na wynajem w Warszawie można kupić już za 300 tys. zł. Warto też zaznaczyć, że wymagany przez sprzedających zadatek na rynku lokali użytkowych to przeważnie 10 – 20%. Chcąc więc kupić taką nieruchomość w stolicy trzeba dysponować gotówką na ten cel rzędu 100 – 200 tys. zł.


Problem z kredytowaniem całej inwestycji


To jednak nie wszystko. Gdyby bowiem nabywca chciał posiłkować się przy zakupie kredytem, będzie też musiał dysponować pieniędzmi na tę część ceny, która stanowi podatek VAT. Z doświadczeń doradców Lion’s House wynika, że banki niechętnie podchodzą do finansowania tej części ceny brutto. Biorąc pod uwagę, że stawka podatku wynosi w przypadku lokali użytkowych 23%, to w cenie brutto lokalu o wartości 1 mln złotych, aż 187 tys. zł stanowi VAT. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że urząd skarbowy powinien zwrócić nabywcy podatek w ciągu od 60 do 180 dni od momentu złożenia deklaracji podatkowej (wcześniej trzeba się zarejestrować w urzędzie skarbowym jako tzw. czynny podatnik VAT). Nie zmienia to jednak faktu, że pieniądze te trzeba posiadać w momencie zawierania transakcji. Łącznie z zadatkiem daje to już kwotę nawet 387 tys. zł, którą w rozważanym przypadku nabywca musi mieć w gotówce. Gdyby ponadto dodać do tego koszty transakcyjne (sądowe, notarialne, podatkowe itp.), to okaże się, że chcąc kupić lokal użytkowy trzeba dysponować kwotą rzędu 40 – 50% wartości nabywanej nieruchomości. To powoduje, że niewielu inwestorów może sobie na taki zakup pozwolić.


Warto też pamiętać, że nie wszystkie banki chcą kredytować zakup lokali użytkowych. Trzeba się też liczyć z faktem, że marża takiego długu może być przeciętnie o 1 pkt. proc. wyższa niż standardowego kredytu hipotecznego. Gdyby zaciągnąć kredyt hipoteczny na 30 lat w rodzimej walucie przy średnim oprocentowaniu charakterystycznym dla hipotek mieszkaniowych (6,2%), rata równa takiego długu wyniosłaby 3060 zł. Gdyby oprocentowanie podnieść o 1 pkt. proc (7,2%), to miesięczna rata wzrosłaby do 3400 zł, czyli o 11%.


Nie każdy lokal gwarantuje zysk


Nie należy jednak ulegać błędnemu wrażeniu, że sam zakup lokalu użytkowego gwarantuje powodzenie inwestycji i wysokie zyski. Będzie tak tylko wtedy, gdy dana nieruchomość będzie odpowiadała popytowi na usługi w danej lokalizacji. Jedynie bowiem dobre prosperowanie apteki, salonu fryzjerskiego, sklepu lub banku (biznesu najemcy) gwarantuje stabilne przychody z najmu właścicielowi lokalu. Gdy więc w konkretnej okolicy brakuje osiedlowych salonów urody lub fryzjerskich, inwestor powinien rozejrzeć się za lokalami o powierzchni około 20 -30 m kw., które najlepiej pasują pod ten rodzaj działalności. Gdy natomiast w danej lokalizacji brakuje supermarketu, inwestor powinien poszukiwać lokali użytkowych o powierzchni 300 – 400 m kw. Powierzchnia to jednak nie wszystko. Warto, aby klienci sklepu mieli gdzie zostawić auta, by było miejsce na wózki, a sam supermarket mógł zostać wyposażony w klimatyzację i miał odpowiednią wysokość. Bez wątpienia na poziom przychodu generowanego przez sklep pozytywnie wpłynęłaby lokalizacja narożna od strony, z której nadjeżdżają samochody lub idą po pracy mieszkańcy danego osiedla. 

Na aptekę natomiast nadają się lokale o powierzchni ponad 100 m kw. z dwoma wejściami, przy czym warto, aby główne było dostępne dla osób niepełnosprawnych. Należy też zwrócić uwagę na wysokość lokalu. Zgodnie z prawem trzy metry pozwalają na jednoczesne przebywanie w aptece ponad 4 osób. Wielu inwestorów uważa ponadto, że dobrą inwestycją są lokale pod działalność bankową. Spore oddziały wymagają blisko 300 m kw. powierzchni, choć i nieruchomości o powierzchni nawet niecałych 100 m kw. mogą pomieścić niewielkie filie. Trzeba jednak pamiętać, że w dobie rozwoju bankowości internetowej popyt na tego typu lokale może spadać.


Wartość rośnie nie tylko dzięki czynszom


Jaką stopę zwrotu można z takiej inwestycji osiągnąć? Jak zawsze wiele zależy od skali ponoszonego ryzyka. Część inwestorów w celu jego minimalizacji poszukuje tylko nieruchomości już wynajętych Wymagane są wtedy stopy zwrotu na poziomie około 8%brutto (stosunek rocznego przychodu do wartości netto nieruchomości). Oznacza to, że suma przychodów z najmu w ciągu 12,5 lat ma zwrócić wydatki na zakup nieruchomości. Gdy lokal jest niewynajęty, a tym bardziej na osiedlu, które dopiero powstaje wymagana jest premia za ponoszone ryzyko. Można ją oszacować na minimum 1 pkt. proc. W efekcie inwestorzy tacy wymagają, aby stopa zwrotu wyniosła 9%brutto, a co za tym idzie wyłożony kapitał zwrócił im się w postaci czynszów w ciągu 11,1 lat.

 

Za inwestowaniem w lokale użytkowe przemawia także fakt, że najemcy podpisują zazwyczaj umowy wieloletnie (np. 5 lat). Dla porównania na rynku mieszkaniowym standard to 12 miesięcy. Ostatecznie właściciel lokalu użytkowego zazwyczaj nie musi bezpośrednio ponosić kosztów i zajmować się wykończeniem nieruchomości. Przeważnie to właśnie najemca dostosowuje lokal do planowanej działalności, za co jednak często oczekuje wakacji czynszowych.


Czynsz najmu to jednak nie jedyne potencjalne źródło zysku w przypadku inwestowania w lokale użytkowe. W czasie zmienia się także ich wartość. Warto zauważyć, że zależy ona głównie od dwóch czynników – potencjalnego dochodu i jego mnożnika - współczynnika kapitalizacji. Ten drugi to w dużym uproszczeniu okres zwrotu zainwestowanego kapitału. Jest on tym krótszy im większe ryzyko inwestycji. Najłatwiej zobrazować ten mechanizm przykładem. Zgodnie z danymi Cushman& Wakefield, w drugim kwartale 2010 roku inwestorzy wymagali, aby nakłady na zakup nieruchomości w centrum Warszawy zwróciły im się w postaci czynszów w ciągu 11,1lat. Rok później inwestorzy znacznie niżej wyceniali ryzyko. Wymagali bowiem, żeby przychody pokryły cenę zakupu lokalu użytkowego w 12,5lat. Gdyby więc przyjąć, że poziom czynszów w tym czasie pozostał na niezmienionym poziomie 100 tys. zł rocznie, to wartość nieruchomości wzrosła z tytułu spadku ryzyka inwestowania z 1,11 mln zł w 2010 roku do 1,25 mln w bieżącym. Wzrost wartości to 140 tys. zł.

Z posiadaniem lokalu wiążą się koszty


Właściciel lokalu użytkowego ponosi koszty związane z jego wynajmem. Są to: podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste, czynsz na rzecz  spółdzielni lub wspólnoty oraz ubezpieczenie lokalu. Stawki tych opłat są zazwyczaj wyższe niż w przypadku lokali mieszkalnych. Na przykład podatek od nieruchomości może wynieść nawet 21,05 zł za m kw. lokalu rocznie (ustala gmina). Dla porównania w przypadku lokali mieszkalnych górną granicą jest 0,67 zł za m kw. rocznie. Bardziej skomplikowana jest sytuacja w przypadku opłaty za użytkowanie wieczyste. Występują one tylko wtedy, gdy lokal użytkowy znajduje się w budynku postawionym na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste. Wysokość opłaty z tym związanej zależy od wartości gruntu, udziału właściciela lokalu użytkowego w prawie do gruntu oraz stawki opłaty. Rozważmy przypadek, w którym grunt jest wart jest 10 mln złotych, a właściciel lokalu użytkowego posiada w nim udział 3/100. Gdy na tejże parceli leży galeria handlowa lub biurowiec, to najprawdopodobniej stawka opłaty wyniesie 3% wartości gruntu rocznie. Właściciel lokalu musiałby więc zapłacić za rok 9 tys. zł. Gdyby natomiast lokal użytkowy mieścił się na parterze budynku wielorodzinnego, to stawka byłaby trzykrotnie niższa, a sama opłata wyniosłaby 3 tys. zł rocznie. Jak jednak wynika z doświadczeń doradców Lion’s House, powszechna jest praktyka obciążania przynajmniej częścią tych kosztów najemcy. Dzięki odpowiednim zapisom w umowie najmu, ciężar ekonomiczny opłat podnosi najemca.


Kupując lokal użytkowy, który ma być wynajmowany, jaką formę opodatkowania wybrać. Do wyboru są cztery możliwości: zasady ogólne (opodatkowanie według skali podatkowej: 18% i 32%), ryczałt od przychodów ewidencjonowanych (8,5%), rozliczanie w ramach działalności gospodarczej –a tu opodatkowanie według skali podatkowej (18% i 32%) lub według stawki liniowej (19%). Analizując korzyści płynące z różnych form opodatkowania trzeba uwzględnić podatek dochodowy i możliwość jego zmniejszenia (przez amortyzację czy odsetki od kredytu), a także możliwość odliczenia podatku VAT. Jest to jednak temat na tyle szeroki, że zasługuje na odrębną analizę.


Artur Wach, Rafał Gójski, Lion’s House
Bartosz Turek, Home Broker]]></description>
      <pubDate>Thu, 22 Dec 2011 12:17:49 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>2012 rok: deweloperzy uratują rynek mieszkaniowy przed kryzysem</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59953</link>
      <description><![CDATA[<b>Wtórny rynek nieruchomości mieszkaniowych zanotuje w przyszłym roku spadek liczby transakcji w związku z coraz większym rozchodzeniem się oczekiwań kupujących i sprzedających – przewiduje Home Broker. „Dźwignią handlu” będzie rynek deweloperski o ile wykaże się wystarczającą elastycznością. Bo zainteresowanych kupnem mieszkań jest więcej niż przed rokiem.</b> 

Co trzeci klient, który za pośrednictwem Home Broker kupił w 2011 roku nieruchomość, wybrał rynek pierwotny. Z badań, które pośrednik przeprowadził wśród nabywców wynika, że głównym motywem zakupu mieszkania od dewelopera jest chęć wprowadzenia się do nowego lokalu. Na drugim miejscu znalazły się niższe opłaty czynszowe niż w przypadku mieszkań używanych, a na kolejnych: możliwość wykończenia według własnych upodobań, brak prowizji dla pośrednika oraz oczekiwanie szybkiego wzrostu wartości nieruchomości. 

<b>Rynek deweloperski dostosował się do oczekiwań</b>
 
-W 2012 roku udział rynku pierwotnego w transakcjach na rynku mieszkaniowym będzie większy niż w tym roku – przewiduje Damian Milibrand, prezes Home Brokera. Wynika to stąd, że rynek deweloperski jest dziś znacznie bardziej dostosowany do oczekiwań kupujących niż rynek wtórny, na którym coraz trudniej o porozumienie między nabywcą a sprzedającym. - Nasze doświadczenia ze współpracy z deweloperami z ostatnich kilku miesięcy pokazują, że generalnie wykazują oni dużą elastyczność w polityce sprzedaży, choć są od tego wyjątki – zauważa szef Home Brokera. Daje to obraz rynku dokładnie przeciwny do tego z 2008 roku, gdy deweloperzy zaskoczeni nagłym załamaniem cen woleli wstrzymać sprzedaż niż zrezygnować z założonej marży. Dziś gotowi są do negocjacji i udostępniają atrakcyjne programy rabatowe. 

<b>Rynek wtórny stracił płynność</b>

Odmienną sytuację mamy na rynku wtórnym, gdzie na skutek spadku cen transakcyjnych - tylko w tym roku o 5% w największych miastach - coraz trudniej o porozumienie między kupującym a sprzedającym. – Oceniając zachowanie uczestników tego rynku w 2011 roku można powiedzieć, że wszedł on w fazę wyczekiwania – ocenia Damian Milibrand. Doradcy Home Broker szacują, że w przyszłym roku liczba transakcji na rynku wtórnym spadnie o kilka procent. 
Ogniwem, które odpowiada za spadek „transakcyjności” rynku wtórnego są sprzedający. – Ponieważ nie akceptują spadku cen, czekają. Często blokują w ten sposób sprzedaż nie tylko swojej, ale też kolejnej nieruchomości, bo w przypadku rynku wtórnego bardzo często mamy do czynienia z transakcjami wiązanymi – wyjaśnia prezes. W szczególnej sytuacji są osoby, które kupiły mieszkania w ostatnich kilku latach. Sprzedając je dziś często muszą pogodzić się ze stratą wynikającą czy to ze spadku wartości lokalu, czy wzrostu wartości zadłużenia jeśli finansowali się kredytem w walucie. 

<b>Popyt na mieszkania nie osłabł</b>
 
Na drugim biegunie mamy kupujących, których cały czas przybywa. - Pod tym względem póki co nie widać żadnych oznak kryzysu. Problem tylko w tym, że osoby te patrzą realistycznie na rynek i nie chcą przepłacać – podkreśla Damian Milibrand. To jego zdaniem, w połączeniu z elastycznym podejściem deweloperów, pozwala dość optymistycznie patrzeć w 2012 rok. – Klienci na rynku są, widzimy duży popyt na mieszkania w Polsce, tylko trzeba do nich dostosować podaż – podsumowuje szef Home Brokera. Tylko w listopadzie do Home Brokera zgłosiło się ponad 8,5 tysiąca rodzin i osób samotnych zainteresowanych zakupem własnego M. W sumie w ciągu jedenastu miesięcy br. tak mierzony popyt był o dwie trzecie większy niż w analogicznym okresie przed rokiem. – Liczby te odzwierciedlają wzrost naszego biznesu, ale nie osiągnęlibyśmy ich, gdyby w Polsce nie było silnego popytu na mieszkania – podsumowuje Damian Milibrand. 

<b>Na wtórnym sprzedaż trwa już 5 miesięcy</b>
 
Tymczasem trudną sytuację na rynku wtórnym odzwierciedlają dane Home Brokera dotyczące długości procesu sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym. Lokale, które zostały sprzedane w listopadzie (umowa ostateczna), były wprowadzone do oferty średnio 154 dni wcześniej. Oznacza to, że ich sprzedaż trwała przeciętnie pięć miesięcy. To najgorszy wynik w historii badania prowadzonego przez Home Broker od stycznia 2009 roku, czyli od 35 miesięcy. 

<b>Możliwe problemy z finansowaniem</b>
 
Znalezienie kupującego zajmuje przeciętnie 94 dni, czyli ponad trzy miesiące. Tyle bowiem czasu średnio minęło dla badanych nieruchomości od momentu wprowadzenia oferty na rynek do podpisania umowy przedwstępnej. Niestety – po okresowej poprawie – ostatnie dane wskazują też na wydłużenie okresu od umowy przedwstępnej do ostatecznej, czyli czasu, który w przybliżeniu zajmuje zdobycie finansowania. Dla nieruchomości finalnie sprzedanych w listopadzie było to średnio 59 dni, czyli prawie dwa miesiące. – To kolejny ważny sygnał, że w przyszłym roku mogą pojawić się problemy z finansowaniem – zauważa Damian Milibrand. Trudno dziś jednak ocenić, jakie będą łączne efekty wprowadzenia od stycznia rekomendacji S, czy wcześniejszego ograniczenia programu Rodzina na swoim. 

Katarzyna Siwek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 19 Dec 2011 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Świąteczne promocje u deweloperów</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59952</link>
      <description><![CDATA[Deweloperzy wykorzystują końcówkę roku do poprawienia wyników sprzedażowych. Poszukujący własnego M, jeśli nie są obecnie zajęci innego typu zakupami, mogą liczyć na spore rabaty. 

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim podsumowania wyników działalności spółek. Nie powinno więc dziwić, że deweloperzy są bardziej skłonni do uatrakcyjniania swoich ofert, aby jeszcze przed styczniem podpisać jak najwięcej umów. Osoba, która nosi się z zamiarem zakupu mieszkania może na tym zyskać. Ponad połowa, bo 13 z 23 przebadanych przez Home Broker deweloperów, postanowiło z okazji końca roku przygotować specjalne akcje promocyjne.

Świąteczne promocje u deweloperów
 
Deweloper/Czy deweloper zorganizował świąteczną promocję?/ Czy pod koniec roku nabywcy mogą liczyć na korzystniejsze promocje niż w innych okresach?*
 
ACTIVA/ <font color="red">Nie</font>/-  
Bouygues Immobilier Polska/<font color="green">Tak</font>/ - 
Breevast Development/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
B&M Developer/ <font color="green">Tak</font>/ -  
Dolcan/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
Ekolan/ <font color="green">Tak</font>/-  
EURO-DOM/ <font color="red">Nie</font>/ <font color="green">Tak</font>
EURO STYL/ <font color="red">Nie</font>/ <font color="green">Tak</font>
FRONTON/ <font color="red">Nie</font>/  -
GANT Development/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
Layetana Developments/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
M-Alfa/ <font color="red">Nie</font>/ - 
Marti – Solanes/ <font color="red">Nie</font>/-  
Mill-Yon/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
Murapol/ <font color="green">Tak</font>/-  
PBG Erigo/ <font color="red">Nie</font>/ <font color="red">Nie</font>
P.B. EKO/ <font color="red">Nie</font>/-  
ROBYG/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
Ronson Development/ <font color="red">Nie</font>/-  
Start/ <font color="green">Tak</font>/ - 
Warsaw Trust Development/ <font color="green">Tak</font>/-  
Wawel Service/ <font color="green">Tak</font>/ <font color="green">Tak</font>
Virke/ <font color="red">Nie</font>/ <font color="green">Tak</font> 

Źródło: Deweloperzy
 
* brak odpowiedzi -  nie podano
 
Świąteczne lepsze lub nie

Deweloperzy są w dużej mierze jednomyślni jeśli chodzi o atrakcyjność i skuteczność świątecznych promocji – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Home Broker. Dziesięciu z nich uznało, że są one skuteczne, bo pod koniec roku nabywcy mogą liczyć na promocje korzystniejsze niż w jego trakcie. Tylko jeden respondent był odmiennego zdania. Trzeba jednak zauważyć, że argumenty przy odpowiedziach twierdzących są różne, a aż 12 deweloperów postanowiło nie wyrażać swojej opinii w tej kwestii. Optymizm prezentuje na przykład Małgorzata Urbaniak, analityk rynku nieruchomości w GANT Development, która uważa, że w ciągu roku pojawiają się różnego rodzaju promocje, ale w grudniu są one zdecydowanie korzystniejsze dla klienta. Działania te stymulują sprzedaż, dlatego GANT zaproponował w tym roku szeroką paletę świątecznych promocji. W poszczególnych inwestycjach tego dewelopera można więc liczyć na 10-proc. rabat na mieszkania przy zakupie miejsca postojowego za 28 000 zł, same miejsca można czasem kupić o połowę taniej,a także wybrane lokale zostały przecenione o 15%.

Inne podejście do świątecznych promocji prezentuje Agnieszka Senderowicz dyrektor ds. sprzedaży i marketingu z ROBYG- Świąteczne promocje mają tę przewagę, że towarzyszy im ogólnie panująca atmosfera bożonarodzeniowych zakupów, co może przyspieszyć podejmowanie decyzji o zakupie mieszkania. Świąteczne promocje są bardzo korzystne dla klientów, ale nie znaczy to, że w innych okresach nie pojawiają się ciekawe propozycje ofertowe – mówi Agnieszka Senderowicz dyrektor ds. sprzedaży i marketingu. Podobnie Bartosz Podgórczyk, kierownik marketingu EURO STYL, atrakcyjność tegorocznych promocji tłumaczy nadpodażą mieszkań, niechęcią do podejmowania decyzji inwestycyjnych przez potencjalnych nabywców oraz obniżeniem zdolności kredytowej klientów.

Jeszcze dalej idzie Przemysław Stefanowski koordynator ds. sprzedaży w PBG Erigo. - Koniec roku dla wielu deweloperów jest pretekstem do wprowadzenia ofert specjalnych, bo wśród klientów utarło się przekonanie, że w tym czasie można liczyć na duże obniżki cenowe. Tymczasem rzeczywistość jest taka, że w trakcie całego roku w ofertach deweloperów można znaleźć promocje oparte na podobnych warunkach, nie rzadko bardziej korzystnych niż te wprowadzane pod koniec roku. – mówi Przemysław Stefanowski. Ponadto studzi on optymizm przypominając, że kupno mieszkania to dla większości osób jedna z najważniejszych decyzji w życiu, której nie należy podejmować pod wpływem chwili, czyli np. kilkudniowej promocji. PBG Erigo nie przygotowało więc specjalnych świątecznych promocji, co nie oznacza, że nie prowadzi długofalowych akcji promocyjnych. W inwestycji Osiedle Dolina Potęgowska cennik mieszkań został tak zmieniony, że 78% lokali kwalifikuje się do rządowej dopłaty "Rodzina na swoim", a w inwestycji Złotowska rabaty sięgać mogą nawet 44 tys. zł.

„Choinkowe” rabaty do 25%

Pozostali deweloperzy przygotowali dla osób, które szukają obecnie mieszkania? Najczęściej są to rabaty. Sięgają one nawet 25%. Nawet o tyle taniej można kupić nieruchomość w inwestycji Osiedle Mała Skandynawia i Osiedle Cztery Pory Roku firmy Murapol. Promocja ta dotyczy jednak tylko osób, które są skłonne zapłacić za nieruchomość gotówką. Podobnej skali rabaty można osiągnąć w prestiżowej warszawskiej inwestycji Puławska 111, gdzie ceny zostały obniżone o 20%. Na przynajmniej dziesięcioprocentową obniżkę można liczyć u deweloperów: Bouygues Immobilier, Breevast, Dolcan, EURO STYL, GANT, Murapol czy ROBYG. 

Trzykrotnie mniej popularne od rabatów na sam lokal jest oferowanie tańszych lub nawet darmowych pomieszczeń przynależnych, czyli komórek lokatorskich lub miejsc postojowych. Tego typu ofertę przygotowały firmy: Bouygues Immobilier, Ekolan, GANT, Murapol, ROBYG czy Warsaw Trust Development.

Nowe promocje z „rodziną” w tle

Sierpniowe ograniczenie programu „Rodzina na swoim”, które kilkukrotnie zmniejszyło liczbę nieruchomości możliwych do nabycia z rządową dopłatą, wytworzyło nowy trend na rynku. Deweloperzy starają się ten program substytuować tworząc różne formy dofinansowania kredytów hipotecznych. I tak na przykład Ronson do momentu przekazania kluczy do nowego mieszkania jest gotów pokrywać raty odsetkowe kredytu swoich klientów. - Promocja dotyczy wszystkich mieszkań w ofercie firmy w Warszawie i Szczecinie – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Ronson Development. Zgodnie z szacunkami firmy w wolskiej inwestycji Espresso w przypadku dwupokojowego mieszkania o wartości 300 tys. zł dopłata może sięgnąć przeszło 10,3 tys. zł, gdy nabywca będzie posiadał 20-proc. wkład własny. Natomiast w drugim etapie projektu Gemini na warszawskim Ursynowie, posiadając 20-proc. wkład własny w przypadku mieszkania o wartości 500 tys. zł można liczyć na dofinansowanie rzędu 16,7 tys. zł. Podobne rozwiązanie w postaci dofinansowania połowy odsetek zaproponowała wcześniej firma Wawel Service oraz Qualia Development. W przypadku pierwszej firmy na dopłatę można liczyć do momentu odbioru kluczy do mieszkania, a w drugiej do końca 2012 roku.

Niekorzystne zmiany w kredytach 

W zeszłym roku zwiększona aktywność deweloperów w czwartym kwartale szła w parze z równie dużą aktywnością banków sprzedających kredyty hipoteczne. W tym roku aż tak dużej presji po stronie banków nie ma, choć od stycznia będą musieli zmierzyć się nowa rekomendacją S. Nie czekając na te zmiany PKOBP już wycofał się z kredytów walutowych. Część innych banków też podjęła niekorzystne dla klientów decyzje, na przykład podniosła marże. W przypadku długu zaciąganego w rodzimej walucie wzrosła marża w Citi Handlowym, DnB Nord, mBanku i Multibanku. We wspólnej walucie natomiast marża została podniesiona przez Kredyt Bank.

Bartosz Turek, Robert Latuszek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Fri, 16 Dec 2011 12:08:59 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Coraz większe problemy z płynnością na rynku mieszkaniowym</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59950</link>
      <description><![CDATA[<b>Przeciętnie pięć miesięcy trwała sprzedaż mieszkań, w przypadku których w listopadzie zawarto ostateczną umowę między zbywcą a kupującym. To najgorszy wynik od 35 miesięcy. Rynek wtórny staje się coraz mniej płynny.</b> 

Od podpisania umowy pośrednictwa do umowy finalnej mijają obecnie 154 dni, czyli 5 miesięcy – wynika z danych Home Broker o transakcjach sfinalizowanych w listopadzie na rynku wtórnym. Jest to najgorszy wynik od stycznia 2009 roku, od kiedy prowadzone jest to badanie. Dla porównania, w marcu br., który był najlepszym miesiącem w tym roku, cały proces trwał 87 dni, a w ostatnich 12 miesiącach było to średnio 116 dni. Od marca czas potrzebny na znalezienie nabywcy mieszkania wydłużył się łącznie o 67 dni. Warto zauważyć, że listopadowego wyniku nie można wiązać z czynnikami sezonowymi. W analogicznym miesiącu 2010 roku cały proces sprzedaży pochłaniał 101 dni, a więc był o 53 dni krótszy niż dziś.

<b>Pod koniec roku gotówki jest mniej</b>

Na wydłużenie się procesu sprzedaży może mieć wpływ mniejszy udział transakcji zawieranych bez finansowania bankowego. Był on wysoki w marcu i kwietniu. Wtedy to nawet co trzecie mieszkanie używane znajdowało nabywcę nieposiłkującego się kredytem. Wstępny wynik za listopad na poziomie 15% może być uznany za skromny. Jest on także niższy od średniej dla ostatnich 12 miesięcy, która sugeruje, że za gotówkę było kupione prawie co piąte mieszkanie. Trzeba jednak zauważyć, że w ostatnim kwartale roku tradycyjnie transakcji gotówkowych jest mniej. Biorąc pod uwagę dane z ostatnich 3 lat, średni udział mieszkań kupionych bez wsparcia bankowego wynosił w pierwszym kwartale 22%. Kolejne okresy przynosiły spadek tych wyników. W drugim kwartale było to 21%, w trzecim 17%, a w ostatnim zaledwie 14%.

<b>Szybciej podpisywano umowy przedwstępne</b>

Przeważnie podobne trendy, jak w przypadku całkowitej długości transakcji, charakteryzują także dane o czasie niezbędnym do podpisania umowy przedwstępnej. W przypadku transakcji zawartych w listopadzie korelacja ta została zaburzona. Podczas gdy w ciągu miesiąca cały proces transakcyjny wydłużył się o kilka dni, to na umowę przedwstępną trzeba było czekać o dwa tygodnie krócej niż w październiku. Najświeższe dane mówią, że umowa przedwstępna była podpisywana po 94 dniach od ogłoszenia chęci sprzedaży. W dalszym ciągu jest to jednak wynik o 38 dni dłuższy niż w marcu, kiedy mieszkania sprzedawały się najszybciej w tym roku. Listopadowe dane nie napawają także optymizmem biorąc pod uwagę, że w ostatnich 12 miesiącach od ogłoszenia chęci sprzedaży lokalu do podpisania umowy przedwstępnej mijało przeciętnie 78 dni.

<b>Frank mógł wydłużyć kredytowanie</b>

W związku z tym, że w listopadzie oczekiwanie na umowę końcową trwało dłużej, a na przedwstępną krócej niż przed miesiącem wydłużył się przeciętny czas upływający pomiędzy nimi. W dużym uproszczeniu okres ten można utożsamić z czasem, który potrzebują kupujący na zdobycie finansowania transakcji. Obecnie wynosi on 59 dni. Dla porównania w ostatnich 12 miesiącach było to 38 dni. Gdyby w kolejnych miesiącach okres ten powrócił do normy powodów okresowego wydłużenia można by było upatrywać w zawirowaniach na rynku walutowym. 

<b>Mała elastyczność sprzedających</b> 

Home Broker dostrzega, że płynność rynku wtórnego, obrazowana m.in. tempem zawierania transakcji, systematycznie spada. Jest to spowodowane małą elastycznością sprzedających na tym rynku, a ta z kolei wynika z braku akceptacji dla poniesienia straty przy sprzedaży mieszkania. Przyczyny powstania straty mogą być dwie: spadek ceny mieszkania (zwłaszcza gdy było ono kupione w szczycie boomu), bądź wzrost wartości zadłużenia w przypadku spłacających kredyty we frankach czy w euro. 

<b>Rabaty rosną wraz z wydłużaniem transakcji</b>

Mniejsza płynność na rynku wtórnym przejawia się także w tym, że do sprzedaży jest wciąż dużo mieszkań, a maleje liczba zawieranych na nim transakcji. Zgodnie z danymi Open Finance i Home Broker w listopadzie tego roku było ich o 10% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Transakcji jest więc coraz mniej i sam proces się wydłuża, a w efekcie do sprzedaży dochodzi jedynie wtedy, gdy sprzedający przystaje na większe negocjacje. Podczas gdy we wspomnianym już wcześniej marcu godzili się oni na rabat w wysokości 3,1% ceny ofertowej, to w listopadzie było to o blisko połowę więcej – 4,4%. W przypadku mieszkania o wartości 400 tys. zł oznaczałoby to przeciętny rabat na poziomie 17,6 tys. zł. Z danych Home Broker wynika, że od marca wraz z wydłużaniem się procesu sprzedaży rośnie też skłonność sprzedających do negocjowania cen.

Bartosz Turek, Katarzyna Siwek 
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Tue, 13 Dec 2011 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Rynek nieruchomości wygrywa w starciu z giełdą</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59949</link>
      <description><![CDATA[<b>Inwestując w nieruchomości w długim terminie można liczyć na zysk przekraczający poziom inflacji – pokazują dane z ostatnich 25 lat dla USA, Wielkiej Brytanii i Australii, które przeanalizował Lion’s House. Co ciekawe, rynek akcji, choć znacznie bardziej ryzykowny, wypracował podobne stopy zwrotu.</b>

Nieruchomości powszechnie uważane są za jedną z najmniej ryzykownych form lokowania kapitału. Zgodnie z wrześniowym badaniem instytutu Homo Homini wykonanego na zlecenie Deutsche Bank PBC, Polacy uważają nieruchomości za najbezpieczniejszą inwestycję w czasach kryzysu. Odpowiedziało tak 40% respondentów. Dopiero na drugim miejscu znalazła się lokata bankowa, na którą przypadło 27% odpowiedzi. Lion’s House sprawdził, na jakie zyski można liczyć w długim terminie inwestując w nieruchomości. Wzięliśmy pod uwagę najbardziej popularne indeksy cen nieruchomości w USA, Wielkiej Brytanii i Australii. Wybraliśmy te kraje bo mają bardzo duże i płynne rynki, a jednocześnie dane dla tych rynków obejmują wystarczająco długie okresy.

<b>W Australii domy nie tanieją</b>

Brytyjski Halifax prezentuje dane od 1983 roku. Od tego czasu zyskał na wartości 425,6% przechodząc przy okazji dwie korekty. Jedna miała miejsce w latach 1991 – 1995, a druga trwa od 2008 roku do dziś. W ramach pierwszej indeks stracił 11%, a w ramach drugiej już 17%. Od 1983 roku średni roczny wzrost indeksu to 6,9%.

W przypadku indeksu publikowanego przez australijski urząd statystyczny dane sięgają 1986 roku. Od tego czasu przeciętna nieruchomość w ośmiu największych miastach zdrożała o 188,9%. Oznacza, to, że w ciągu roku zwiększyła swoją wartość średnio o 4,3%. Nie jest to wzrost imponujący, ale bez wątpienia na uwagę zasługuje fakt, że od przeszło ćwierćwiecza nie można wyznaczyć okresów spadków cen nieruchomości w Australii.

„Najmłodszym” z analizowanych indeksów jest bardzo popularny amerykański S&P Case Shiller. Dla jego wersji uwzględniającej zmiany cen w największych 10 miastach najstarsze dane są dostępne za 1987 rok. Od tego momentu nieruchomości zyskały na wartości 130,7%, co daje wzrost o 3,4% średnio w ciągu roku. W tym czasie widoczne były dwie poważne korekty podobne do tych obserwowanych w Wielkiej Brytanii. Pierwsza miała miejsce w latach 1991 – 1993 (w jej efekcie ceny obniżyły się o 7%), a druga trwa od 2007 roku (spadek cen w sumie już o 31%).

<b>Zyski przekraczają inflację</b>

Dane te pokazują jak zmieniały się ceny w ujęciu nominalnym. Trzeba jednak pamiętać o inflacji, która w poszczególnych krajach w różnym stopniu zmienia faktyczną siłę nabywczą pieniądza. W przypadku długoterminowego inwestowania w nieruchomości uzasadnione jest operowanie na wartościach realnych. Aby uzyskane wyniki były porównywalne, przyjęliśmy do analizy zmiany cen we wszystkich badanych krajach w okresie od 1987 do najświeższych dostępnych dla 2011 roku danych. Od 1987 roku dostępne są bowiem dane dla wszystkich analizowanych indeksów cen nieruchomości.

Najmniejszy zysk można było osiągnąć lokując pieniądze na rynku amerykańskim. Nominalny wzrost cen co prawda wyniósł tam 131%, ale po uwzględnieniu inflacji było to już jedynie 16%. Roczny realny zysk wyniósł więc zaledwie 0,6%. Lepiej było w Australii, gdzie nominalny wzrost cen nieruchomości wyniósł 177%, a realny 29%. Rocznie oznacza to zysk na poziomie 1 pkt. proc. ponad inflację. Najwięcej mogli zyskać inwestorzy w Wielkiej Brytanii. Nominalne zyski na poziomie 252% po uwzględnieniu inflacji stopniały do 53%, ale daje to stopę zwrotu na poziomie 1,7 pkt. proc. rocznie ponad wzrost ogólnego poziomu cen.

<b>Giełda nie musi generować wyższych zysków</b>

Powyżej przedstawione roczne wzrosty cen nieruchomości po uwzględnieniu inflacji nie są imponujące, ale warto zauważyć, że dużo bardziej ryzykowna giełda oferuje zyski tylko nieznacznie wyższe. Przyjmijmy, że inwestor korzysta ze strategii inwestycyjnej, która ma na celu odwzorowanie indeksu dużych spółek. Gdyby na jego celowniku był brytyjski indeks FTSE 100 to od 1987 roku możliwy byłby do osiągnięcia zysk na poziomie 180%. Po uwzględnieniu inflacji realny roczny wzrost można oszacować na 1,3%. Wynik taki plasowałby londyńską giełdę pomiędzy zyskami z inwestowania w nieruchomości w Wielkiej Brytanii i Australii.

Co by się stało gdyby inwestor wybrał za modelowy indeks S&P 500? Wynik byłby podobny. Od 1987 roku notowania tego wskaźnika wzrosły o 343%. Po uwzględnieniu inflacji panującej w Stanach Zjednoczonych zysk stopniałby do 41%. Rocznie oznacza to wzrost przekraczający o 1,4 pkt. proc. inflację. Jak więc wynika z tych danych, strategia inwestycyjna polegająca na odwzorowaniu indeksu giełdowego dałaby podobne zyski, co zakup nieruchomości ćwierć wieku temu.
 
<b>Warto zarobić na wynajmie i nie płacić podatków</b>

Powyższe szacunki nie uwzględniają potencjalnych zysków z wynajmu, czy w przypadku giełdy – dywidend. Zgodnie z szacunkami portalu Global Property Guide, właściciel nieruchomości w USA może liczyć na roczny przychód z najmu na poziomie 4,7%. W Wielkiej Brytanii byłoby to 4,3%, a w Australii 4,1%. Na poziom zysków z inwestowania w nieruchomości mogą też wpłynąć podatki i koszty transakcyjne. Te drugie na przykładzie Polski można oszacować na około 5-6% w przypadku zakupu lokalu używanego i 1-2% w przypadku mieszkania nowego. Ponadto, zgodnie z prawem zyski ze sprzedaży nieruchomości nie są opodatkowane dopiero po pięciu latach od jej nabycia.


Artur Wach, dyrektor Lion’s House
Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości, Home Broker]]></description>
      <pubDate>Fri, 9 Dec 2011 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Mieszkania z drugiej ręki - ceny za mkw. w dół, ceny całkowite</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59948</link>
      <description><![CDATA[<b>Na pierwotnym rynku mieszkaniowym obecnie największym zainteresowaniem klientów cieszą się mniejsze lokale, o niższej cenie całkowitej. W takiej sytuacji zaskakujący może wydawać się fakt, że w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy bieżącego roku przeciętne całkowite ceny mieszkań z drugiej ręki, w niektórych miastach były wyższe niż rok temu.</b>

Poniżej przedstawiono zestawienie średnich cen ofertowych i transakcyjnych lokali mieszkalnych z rynku wtórnego, w poszczególnych miastach w 2010 r. oraz w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2011 r.

Średnie ceny mieszkań z rynku wtórnego w poszczególnych miastach

I - X 2011
Miasto	Cena        Cena         Cena trans.
                wyjściowa zł/transak./   zł/mkw
		
Gdańsk	376 311/	363 536/	6 189
Kraków	376 594/	359 468/	6 623
Poznań	272 146/	269 408/	5 500
Warszawa	537 953/	501 906/	8 261
Wrocław	355 846/	330 391/	6 091

I - XII 2010
Cena        Cena         Cena trans.
               wyjściowa zł/transak.   zł/mkw

Gdańsk	360 400/	352 400/	6 446
Kraków	357 371/	346 698/	6 719
Poznań	269 839/	262 710/	5 869
Warszawa	561 091/	546 470/	8 534
Wrocław	343 441/	332 390/	6 670

Źródło: Dział Badań i Analiz Emmerson S.A. na podstawie danych firmy Emmerson S.A.

W gronie pięciu rozpatrywanych miast od początku 2010 r., aby kupić mieszkanie z drugiej ręki zdecydowanie najgłębiej do kieszeni musieli sięgnąć warszawiacy. Z kolei najtańsze lokale z rynku wtórnego można było znaleźć w Poznaniu. Na przestrzeni pierwszych dziesięciu miesięcy obecnego roku, we wszystkich pięciu miejscowościach stawka transakcyjna za mkw. powierzchni była niższa, od jej przeciętnej wartości za cały ubiegły rok. Jak zostało to już wspomniane taki stan rzeczy nie przekłada się jednak na całkowite kwoty płacone za lokale mieszkalne w poszczególnych miastach. W Gdańsku, Krakowie i Poznaniu zarówno ofertowe, jak i transakcyjne ceny całkowite w okresie od stycznia do października 2011 r. były wyższe niż w 2010 r. Może to świadczyć o tym, że w mijającym już roku ich mieszkańcy byli skłonni do większych wydatków na zakup lokalu mieszkalnego, niż w ciągu poprzednich dwunastu miesięcy. Na tej podstawie można stwierdzić, że osoby dysponujące wystarczającymi możliwościami finansowymi chętniej decydowały się na zakup mieszkań o większym metrażu uznając, że obecny poziom cen uzasadnia już taki zakup. Warto też dodać, że większe lokale mieszkalne charakteryzują się na ogół niższą stawką w przeliczeniu na jednostkę powierzchni, co może wyjaśniać niższe ceny za mkw.


Emmerson S.A.]]></description>
      <pubDate>Wed, 7 Dec 2011 00:00:00 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Mieszkanie deweloperskie mniejsze o osiem metrów</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59946</link>
      <description><![CDATA[Październik był drugim z rzędu miesiącem, w którym powierzchnia lokali oddawanych przez deweloperów do użytkowania była na rekordowo niskim poziomie. Przeciętne mieszkanie miało niewiele ponad 60 m kw. W ciągu trzech lat średni metraż lokali deweloperskich skurczył się o osiem metrów. 

Przeciętne nowe mieszkanie oddawane do użytkowania przez dewelopera miało w październiku 60,2 m kw. powierzchni – wynika z danych GUS. Niewiele wyższy wynik - na poziomie 60,3 – można było obserwować we wrześniu br. Oznacza to, że nowe lokale są teraz najmniejsze od października 2007 roku. Warto zauważyć, że we wrześniu zeszłego roku deweloperzy także oddali do użytkowania mieszkania o powierzchni nieznacznie przekraczającej 60 m kw. Kolejne miesiące przyniosły jednak wzrost średniej wielkości nowych lokali poprzez 65 m kw. w październiku i listopadzie do 70 metrów w ostatnim miesiącu 2012 roku. 

W spółdzielniach bardziej kompaktowo

Skromniejsze lokale budują tradycyjnie spółdzielnie. Fakt ten może częściowo wynikać z tego, że w przypadku obliczania średniej powierzchni mieszkania oddanego do użytkowania przez dewelopera brane są też pod uwagę luksusowe apartamenty. Tego typu nieruchomości raczej nie budują spółdzielnie. W październiku oddały one do użytkowania lokale o powierzchni 57,7 m kw. Dla porównania w przypadku deweloperów było to 60,2 m kw. Bardziej widoczna jest różnica w metrażach na podstawie danych uśrednionych dla ostatnich 12 miesięcy. W tym okresie deweloperzy oddawali do użytkowania mieszkania o powierzchni 65,4 m kw. W przypadku spółdzielni było to 57,5 m kw. 

W ostatnich 12 miesiącach najmniejsze lokale spółdzielnie oddawały do użytkowania w czerwcu (48,8 m kw.). Z drugiej strony cztery miesiące wcześniej było to 66,7 m kw. Fakt tak dużej zmienności wyników w przypadku spółdzielni można tłumaczyć niewielką skalą działalności tych podmiotów. Zgodnie z danymi GUS przez pierwsze 10 miesięcy br. deweloperzy oddali do użytkowania 37,3 tys. lokali, a spółdzielnie tylko 2,4 tys. mieszkań. 

Deweloperzy zmieniają podaż powoli, a spółdzielnie nie

Jeszcze ciekawsze wnioski przynosi analiza przeprowadzona na podstawie średnich kroczących dla okresów dwunastomiesięcznych. Z danych tych wynika, że deweloperzy oddają do użytkowania coraz mniejsze lokale. W 2008 roku kończyli oni budowy mieszkań o przeciętnej powierzchni zbliżonej do 68 m kw. Najświeższy odczyt pokazuje wartość na poziomie 65,6 m kw. Wcześniej – czyli od stycznia 2006 roku po koniec 2008 roku widoczny był wzrost przeciętnej powierzchni budowanego lokalu, co było pokłosiem hossy na rynku. Przeciętna powierzchnia nowego lokalu wzrosła w tym okresie z 62,4 m kw. do blisko 68 m kw.

Home Broker cyklicznie monitoruje dane GUS na temat liczby i wielkości mieszkań oddawanych co miesiąc do użytkowania. Dane te w ujęciu miesięcznym charakteryzuje duża zmienność, obserwowanie trendów przez co obserwowanie trendów jest utrudnione. Uzasadnione jest więc zastosowanie średnich kroczących dla okresów dwunastomiesięcznych. Zastosowanie tej miary pozwala zniwelować odczyty przypadkowe i likwiduje zaburzenia wyników, które wynikałyby z sezonowości.

W przypadku lokali spółdzielczych w badanym okresie zmiany są niewielkie, a przeciętna powierzchnia mieszkań oscyluje w granicach od 56 do 59 m kw. Nie jest możliwe wyodrębnienie w tym przypadku trendów. Nie widać też dostosowania podaży lokali spółdzielczych do zmieniających się warunków rynkowych i potrzeb nabywców.

Coraz mniejsze, ale i tak za duże

Zmiany podaży widoczne w przypadku deweloperów są pokłosiem dostosowania się podaży mieszkań do potrzeb nabywców po kryzysie. Te zostały zredukowane wraz ze spadkiem zdolności kredytowej przeciętnej rodziny. Zgodnie z danymi Home Broker, trzyosobowa rodzina z dochodem 5 tys. zł netto na początku 2007 roku mogła liczyć na kredyt w rodzimej walucie na 30 lat w kwocie 520 tys. zł. Obecnie jest to 390 tys. zł. Dlatego też potencjalni nabywcy poszukują obecnie mieszkań kompaktowych, a więc mających jak najmniejszy metraż przy zakładanej liczbie pokoi. Zgodnie z danymi Home Broker, przeciętny poszukiwany metraż to obecnie niewiele ponad 50 m kw. Najpopularniejsze mieszkania dwupokojowe powinny mieć natomiast niewiele ponad 45 m kw., aby spełniały wymagania przeciętnego kupującego. Wciąż więc teoretycznie zarówno deweloperzy jak i spółdzielnie oddają do użytkowania mieszkania za duże względem potrzeb nabywców. 

Bartosz Turek
Analityk rynku nieruchomości
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 5 Dec 2011 12:29:16 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=57911</category>
    </item>
    <item>
      <title>Deweloperzy oddają mniej mieszkań - ale ciągle z wadami</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59597</link>
      <description><![CDATA[Styczniowe dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego nie potwierdziły pozytywnych tendencji w tej branży pod koniec ub. r. Niesprzyjające warunki pogodowe spowodowały, że aż o jedną czwartą spadła liczba nowych inwestycji mieszkaniowych. Chociaż do użytku oddano o prawie połowę mniej mieszkań niż przed rokiem, z danych Home Broker wynika, że kryzys na rynku budownictwa mieszkaniowego nie wpłynął na zwiększenie staranności wykonania lokali. 

- Krzywe ściany i sufity, brak pionów, nierówne kąty, zarysowane ramy czy szyby okienne, ubytki w tynkach – to standardowe usterki w mieszkaniach oddawanych przez deweloperów – mówi Piotr Śliwka, regionalny dyrektor sprzedaży, doradca ds. nieruchomości Home Broker.– Ale zdarzają się też poważniejsze wady, pęknięte ściany, nawet nośne, niedrożne rury, uszkodzone mechanizmy okienne czy wreszcie lejąca się do mieszkania woda z powodu źle wykonanego tarasu – dodaje. Marcin Murzyński, doradca z Wrocławia, wskazuje też inne: błędy w instalacji elektrycznej czy nieprawidłowe odprowadzenie kanalizacji. Z doświadczeń doradców Home Broker wynika, że kryzys na rynku budownictwa mieszkaniowego niewiele w tym zakresie zmienił. – Prawie każde mieszkanie ma jakąś usterkę – przyznaje Danuta Bukała, doradca Home Broker z Warszawy. Bartosz Jankowski, specjalista ds. rynku pierwotnego, podkreśla jednak, że bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, gdy lokal ma bardzo poważne wady. Usterki usuwane są zwykle przed odbiorem mieszkania.  

<b>Mniej mieszkań, mniej inwestycji, mniej pozwoleń</b> 

Styczniowe dane GUS nie potwierdziły pozytywnych tendencji zaobserwowanych na rynku budownictwa mieszkaniowego pod koniec 2009 roku. We wszystkich kategoriach – nowe inwestycje mieszkaniowe, pozwolenia na budowę oraz mieszkania oddane do użytku – miał miejsce istotny spadek rok do roku. 

W styczniu zostało oddanych do użytku 11,7 tys. mieszkań, aż o 47,1% mniej niż przed rokiem. O ile słabe dane grudniowe (spadek o 43,9% rok do roku) można było tłumaczyć efektem bazy (konieczność uzyskiwania certyfikatów energetycznych dla mieszkań oddanych od początku 2009 r.), to już głęboki spadek w styczniu tego roku faktycznie odzwierciedla drastyczne ograniczenie inwestycji mieszkaniowych w minionych miesiącach. 

<img src="C:\Documents and Settings\Annas\Pulpit\Mieszkania roczna dynamika.jpg" alt="wykres" />

Niestety po bardzo dobrym listopadzie i grudniu, styczeń przyniósł też silny spadek nowych inwestycji mieszkaniowych. Rozpoczęto budowę 4,45 tys. mieszkań, o 25% mniej niż przed rokiem. Zapaść tę można tłumaczyć warunkami pogodowymi, które uniemożliwiły prowadzenie ziemnych prac budowlanych.

Również w obszarze pozwoleń na budowę chwilowo przygasło światełko w tunelu. Choć w grudniu spadek wyhamował już do 5,8% rok do roku, to w styczniu ponownie przyspieszył do 14,6%. W zeszłym miesiącu wydano pozwolenia na budowę 10,6 tys. mieszkań. 

<b>Uwaga – lokal ma wady</b> 

Co może zrobić kupujący w przypadku, gdy przekazany mu lokal ma wady? – Sposób postępowania zależy od rodzaju wady, momentu, w jakim została wykryta oraz od treści umowy z deweloperem – mówi Michał Wielhorski, radca prawny, partner w firmie prawniczej BNWW Adwokaci i Radcowie Prawni. Jeżeli wada jest poważna i zostanie wykryta po zawarciu umowy przedwstępnej, kupujący może od niej odstąpić, bądź domagać się obniżenia ceny mieszkania. – Nie może jednak tego zrobić w przypadku, gdy deweloper wadę niezwłocznie usunie – wyjaśnia Michał Wielhorski. Poważne wady, to np. popękane ściany, niedrożna kanalizacja czy lejąca się do mieszkania woda. 

Praktyka najczęściej jest taka, że przed odbiorem mieszkania spisywany jest tzw. protokół usterek, w którym określony jest termin, w jakim deweloper powinien je usunąć. – Czasem zdarza się jednak, że nie dotrzymuje tego terminu, bądź zamiast usuwać usterki maskuje je, przykładowo nie wymienia porysowanych drzwi, tylko je podmalowuje –przestrzega Danuta Bukała. 

<b>Po 3 latach na własny koszt</b>

- Po podpisaniu protokołu odbioru mieszkania i po zawarciu umowy ostatecznej, kupującemu przysługują prawa wynikające z tytułu rękojmi za wady – mówi Michał Wielhorski. Jeśli wada zostanie wykryta w terminie do 3 lat od dnia wydania lokalu, właściciel mieszkania powinien zawiadomić w tym okresie dewelopera i zażądać usunięcia wady. Po upływie 3 lat rękojmia wygasa, co oznacza, że wszelkie usterki właściciel powinien usunąć na własny koszt. Wyjątkiem jest sytuacja, gdyby deweloper podstępnie zataił fakt istnienia wady. 

Katarzyna Siwek,
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Wed, 17 Feb 2010 15:18:54 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=59605</category>
    </item>
    <item>
      <title>Więcej oddanych mieszkań</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59563</link>
      <description><![CDATA[Zgodnie z danymi publikowanymi przez Główny Urząd Statystyczny od stycznia do listopada 2009 r. oddano do użytkowania 143 317 nowych mieszkań. Jest to 5,9% więcej niż przed rokiem i o 23,0% więcej niż w analogicznym okresie 2007 r.

Można więc spodziewać się, że tegoroczny wynik będzie zbliżony do rekordowego (2008 r.), kiedy to oddano do użytkowania 165 189 lokali. Obecnie, w ogólnej liczbie nowych mieszkań, deweloperzy przysporzyli 46,1% lokali. Pamiętać jednak należy, że oddawane w tym roku lokale są efektem przeszłych decyzji (sprzed około 2 lat). O kondycji sektora i perspektywach na przyszłość można więc wnioskować dopiero na podstawie informacji o nowowydanych pozwoleniach na budowę oraz rozpoczętych inwestycjach. Liczby te natomiast malują kolejne lata w szarych barwach. W przeciągu ostatnich jedenastu miesięcy deweloperzy rozpoczęli budowę jedynie 40 014 lokali, co stanowi spadek względem poprzedniego roku o 37,5%. Jeszcze gorzej przedstawia się liczba mieszkań, na które deweloperzy otrzymali pozwolenia. Spadła ona rok do roku o 38,9% i wynosi 57 886. 

Przyjmując więc, że na rynku dalej znajduje się około 20 - 30 tysięcy niesprzedanych mieszkań (w tym oddanych do użytkowania), mogłoby się wydawać że ograniczenie nowych inwestycji jest wynikiem naturalnego procesu dostosowawczego na rynku. Należy jednak zauważyć, że obecnie niesprzedane mieszkania stanowią około 15% liczby mieszkań oddanych w tym roku do użytkowania. Spadek produkcji zbliżony do 40% jest więc ograniczeniem nadmiernym. Nie można także zapomnieć, że obecnie podejmowane projekty rzutują najmocniej na podaż w 2011 - 2012 roku, kiedy większość ekonomistów przewiduje ożywienie w gospodarce. Można więc spodziewać się, że we wspomnianym okresie nabywcy nie będą już mieli tak szerokiej oferty nowych mieszkań w atrakcyjnych cenach jak obecnie. O tym, czy powrócą kolejki przed biura sprzedaży deweloperów zdecyduje w głównej mierze realna dynamika płac i podejście banków do kredytowania gospodarstw domowych.  


Bartosz Turek
Analityk Rynku Nieruchomości
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Thu, 17 Dec 2009 10:54:38 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=59605</category>
    </item>
    <item>
      <title>Jesienne ożywienie na rynku nieruchomości</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59560</link>
      <description><![CDATA[Jesień przyniosła wiele zmian na rynku nieruchomości. Po trwających już od ponad roku spadkach cen widać pierwsze wzrosty. Czy to znak, że sytuacja na rynku nieruchomości zmieni się na dobre?

Najważniejszą zmianą, jaka miała miejsce w 2009 roku było odwrócenie ról- już nie sprzedający dyktowali warunki a ci, którzy chcieli kupić mieszkanie. Sprzed biur deweloperów zniknęły kolejki, a osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym przestały narzekać na tłumy odwiedzających ich co dzień potencjalnych nabywców. Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Zarówno deweloperzy jak i osoby prywatne zaczęli obniżać ceny i przystawać na coraz większe upusty. 

Jednak od pewnego czasu sytuacja zaczyna się zmieniać. Łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych, spadki cen mieszkań i znikające widmo kryzysu spowodowały, że coraz więcej osób decyduje się na zakup mieszkania, a co za tym idzie, rośnie liczba zawieranych transakcji. To z kolei wpływa na zmianę zachowania sprzedających. Deweloperzy, którzy w 2009 roku wstrzymali większość inwestycji mówią już o ich rozpoczęciu w najbliższych miesiącach. Nie jest już też tak łatwo o wysokie upusty. Osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym również zareagowały na zmiany podnosząc ceny mieszkań. 

Postanowiliśmy sprawdzić, jak dokładnie wygląda w tej chwili sytuacja mieszkań na rynku wtórnym. Analizując naszą ofertę zauważyliśmy, że w większości miast ceny ofert, które pojawiły się w listopadzie są wyższe, niż tych z października. Jak widać w tabeli nr 1, największy wzrost nastąpił w Poznaniu (4 procent). W Gdańsku natomiast ceny spadły o 1,4 procent, jednak to wynikać może z tego, że w listopadzie przybyło do naszej oferty bardzo dużo nowych mieszkań z tego miasta. 

Tabela nr 1: Średnie ceny ofertowe Home Broker

miasto/średnia cena mkw. XI 2009r./średnia cena mkw. X 2009r./miesięczna zmiana ceny
Gdańsk/5 996/6 085/-1,4 proc.
Kraków /7 729/7 438/3,9 proc.
Poznań/6 145/5 870/4,7 proc.
Warszawa/9 192/8 945/2,7 proc.
Wrocław/7 169/6 890/4,0 proc.

Sprawdziliśmy również, jakie są różnice średnich cen mieszkań w zależności od liczby pokoi. Zazwyczaj cena metra kwadratowego jest tym wyższa, im niższy jest metraż mieszkania. Tabela nr 2 pokazuje, że tak jest istotnie w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Cena metra kwadratowego lokali jednopokojowych jest wyższa, niż mieszkań dwu i trzypokojowych. Wynika to z tego, że w miastach tych mieszkania jednopokojowe są najbardziej pożądane (ze względu na niską cenę całościową), a jest ich zdecydowanie mniej w stosunku do większych lokali. 

Tabela nr 2: Różnice średnich cen ofertowych Home Broker w zależności od liczby pokoi. 

miasto/ilość pokoi/średnia cena mkw. XI 2009r.
Gdańsk/1/5 730,43 zł
Gdańsk/2/6 070,62 zł
Gdańska/3/6 027,15 zł
Kraków /1/8 109,24 zł
Kraków/2/7 746,82 zł
Kraków/3/7 617,67 zł
Poznań/1/5 939,13 zł
Poznań/2/6 278,53 zł
Poznań/3/6 397,52 zł
Warszawa/1/9 566,04 zł
Warszawa/2/9 175,53 zł
Warszawa/3/8 830,91 zł
Wrocław/1/7 842,82 zł
Wrocław/2/7 582,02 zł
Wrocław/3/6 886,70 zł

Komentarz i prognoza 

„Ożywienie na rynku nieruchomości” to główna teza wielu komentarzy pojawiających się w mediach w ostatnim czasie. Oczywiście porównując obecną sytuację z głębokim spowolnieniem, z jakim mieliśmy do czynienia jeszcze na przełomie lat 2008/2009, możemy powiedzieć o znacznym ożywieniu. Nie należy jednak spodziewać się powrotu do nieokiełznanych wzrostów cen z 2006 roku, kiedy to ceny w ciągu roku potrafiły wzrosnąć o 100%. Nie tylko Polacy, ale i mieszkańcy całego świata, dostali surową lekcję jaką było pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Najważniejsze wydaje się więc pytanie – kiedy na rynku nieruchomości zagości sytuacja normalna?

W Polsce w dalszym ciągu brakuje, wg różnych szacunków, około 1,5 mln mieszkań. Przyjmując, że deweloperzy nie szczędziliby środków i podejmowali ryzyko budowania mieszkań na poziomie rekordowego 2008 roku, na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych w Polsce będziemy jeszcze czekać około 10 lat. Nie można więc szybko spodziewać się sytuacji, w której ceny nieruchomości rosłyby o 1-2 punkty procentowe ponad wzrost wartości średniego poziomu cen. Należy bowiem pamiętać, że nie zawsze podaż nowych mieszkań przystaje do lokalnego popytu. Ponadto mieszkania jako aktywa o wysokiej, historycznej stopie zwrotu kuszą inwestorów ściągających na pewien czas lokale z rynku.

W dalszym ciągu należy jednak pamiętać, że o sytuacji na rynku nieruchomości stanowią w głównej mierze banki. Jeżeli kredyt będzie dostępny dla osób z racjonalnie obliczoną zdolnością kredytową nie powinniśmy mieć na rynku kolejnego nadmuchiwania bańki spekulacyjnej. Moce wytwórcze deweloperów powinny bowiem zagospodarować popyt generowany przez rosnącą zasobność społeczeństwa. Pozostaje jeszcze kwestia długości procesu inwestycyjnego – decyzja o podjęciu budowy przez inwestora jest oddalona o przynajmniej 2 lata od przekazania lokali do użytkowania. Biorąc jednak pod uwagę, że na rynku znajduje się ciągle duża pula nowych mieszkań nabytych inwestycyjnie, można sądzić, że stanowią one dostateczny bufor ochronny przed gwałtownymi wzrostami cen. 


Aleksandra Szarek-Ostrowska, Bartosz Turek
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Mon, 14 Dec 2009 10:54:14 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=59605</category>
    </item>
    <item>
      <title>Coraz mniej nowych inwestycji</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59514</link>
      <description><![CDATA[Coraz mniej nowych inwestycji- komentarz Home Broker

128 347- tyle nowych mieszkań, zgodnie z najnowszymi danymi Głównego Urzędu Statystycznego, oddano do użytkowania od stycznia do października 2009r. Jest to o 4,1 procent więcej niż rok temu i 24,7 procent więcej niż w analogicznym okresie 2007 roku. 

Dane te potwierdzają, że w tym roku najprawdopodobniej zostanie oddanych do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem, kiedy to oddano rekordowe 165 189 lokali. W tej chwili spośród wszystkich oddanych mieszkań, 59 839 to te wybudowane przez deweloperów (stanowią 46,6 procent wszystkich oddanych mieszkań) i jest ich aż o 14,9 procent więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tak duża liczba nowych inwestycji jest efektem wzmożonej aktywności deweloperów w czasie największego boomu na rynku nieruchomości. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te mieszkania znalazły już swoich nabywców. Mówi się, że w tej chwili na rynku znajduje się około 30 tysięcy mieszkań jeszcze nie sprzedanych przez deweloperów, w tym 10 tysięcy to mieszkania już oddane do użytkowania. Wydawać się może, że w związku z tym osoby zainteresowane zakupem mieszkania od deweloperów mają bardzo duży wybór. Niestety, większość dostępnych, zwłaszcza gotowych lokali, to mieszkania o dużych metrażach (które w czasach kryzysu sprzedają się najgorzej) lub mało atrakcyjne (np. znajdujące się na parterze lub nad wjazdem do garażu). 

Ten rok jednak może być ostatnim rokiem, kiedy oddawane zostanie tak dużo mieszkań. Z powodu złej sytuacji na rynku nieruchomości większość deweloperów zdecydowało się na wstrzymanie planowanych na ten rok inwestycji. Widać to w kolejnych danych, które podaje Główny Urząd Statystyczny. Wynika z nich, że w okresie od stycznia do października tego roku deweloperzy rozpoczęli budowę 35 260 mieszkań, czyli o 41,7 procent mniej niż w analogicznym okresie 2008 roku. Ponadto spadła też liczba wydanych pozwoleń na budowę- do 53 614, czyli o 39,8 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym. Liczby te doskonale odzwierciedlają kondycję deweloperów, którzy postanowili przeczekać najgorszy okres. 

Efekty tak małej aktywności deweloperów w tym roku odczujemy zapewne już pod koniec 2010 roku. Wtedy to powinny być oddawane pierwsze inwestycje realizowane w 2009 roku. Tymczasem nie dość, że liczba nowych inwestycji drastycznie spadła, to wydłużył się czas realizacji niektórych projektów rozpoczętych jeszcze w 2008 roku. Jednak te inwestycje są już w sprzedaży od dłuższego czasu. Można spodziewać się, że już w roku 2011 liczba wszystkich oddawanych do użytkowania mieszkań może spaść poniżej 100 tys. 

Jednak coraz lepsze wyniki sprzedaży spowodowane obniżką cen nieruchomości oraz poprawą sytuacji na rynku kredytów hipotecznych sprawiają, że sporo firm deweloperskich zaczyna mówić o rozpoczęciu ,,zamrożonych’’ inwestycji. Niestety, na powiew świeżości będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Nawet ci deweloperzy, którzy zaczną budowę w najbliższych miesiącach ich sprzedaż planują dopiero w momencie, gdy pozbędą się większości nie sprzedanych do tej pory mieszkań. 


Aleksandra Szarek-Ostrowska
Specjalista Rynku Nieruchomości
Home Broker]]></description>
      <pubDate>Tue, 17 Nov 2009 15:03:19 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=59605</category>
    </item>
    <item>
      <title>„Cztery Pory Roku”</title>
      <link>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;eventId=NewsArticleEvent&amp;articleId=59599</link>
      <description><![CDATA[w przyjaznym otoczeniu Białołęki 
Magnus Group zakończył realizację inwestycji na Białołęce 
Deweloper Magnus Group zakończył budowę osiedla „Cztery Pory Roku” usytuowanego przy ulicy Berensona, na warszawskiej Białołęce. Nowe osiedle wyróżnia się, spośród wielu inwestycji realizowanych w tej części Warszawy, przykuwającą wzrok architekturą i dużą ilością zieleni. Pierwsi mieszkańcy wprowadzili się już do swoich mieszkań.
„Cztery Pory Roku” powstały zostały z myślą o ludziach, którzy cenią sobie komfort mieszkania i cichą okolicę. Zainteresowanie zamieszkaniem na nowym osiedlu jest duże. Dodatkowym atutem przemawiającym za atrakcyjnością zakupu mieszkań jest możliwość skorzystania z rządowego projektu „Rodzina na swoim”. Wśród mieszkańców są osoby, które kupiły nawet po 2 mieszkania.
Przyjazną atmosferę osiedla „Cztery Pory Roku” tworzy zespół pięciu kameralnych, trzy- 
i czteropiętrowych budynków, położonych w sercu Zielonej Białołęki. Mieszkania posiadają obszerne balkony lub tarasy, z których widać ciekawie zaprojektowaną roślinność na terenie osiedla. Lokale na parterze posiadają dodatkowo zaciszne ogródki. Pośród budynków znalazło się oczko wodne otoczone bujną zielenią, gwarantujące mieszkańcom chwilę oddechu i nieśpiesznego odpoczynku. Najmłodsi mieszkańcy „Czterech Pór Roku” skorzystają z dwóch placów zabaw zlokalizowanych na terenie osiedla.
Osiedle wyposażone zostało w liczne udogodnienia zwiększające komfort i wygodę mieszkania. Na terenie „Czterech Pór Roku”  znajduje się 21 punktów handlowo-usługowych, w których będzie można zrobić codzienne, najpotrzebniejsze zakupy, bez potrzeby jeżdżenia do dużych centrów handlowych. Mieszkańcy zostawią samochody na podziemnym parkingu, gdzie, dzięki nowoczesnym windom, dotrą bezpośrednio z każdego budynku. Nad bezpieczeństwem mieszkańców czuwa ochrona, a teren został dodatkowo ogrodzony i jest monitorowany.
Deweloper oddaje do użytku lokale o zróżnicowanej wielkości: dwu-, trzy- i czteropokojowe, o powierzchni od 36,5 do 86m2.  
„Cztery Pory Roku” usytuowane są w dogodnym komunikacyjnie miejscu Warszawy. Niedaleko osiedla przebiegają najważniejsze szlaki komunikacyjne dzielnicy – m.in. Trasa Toruńska oraz przystanki przyspieszonych linii autobusowych.







Magnus Group
Magnus Group Sp. z o.o. działa na polskim rynku deweloperskim od 2000 r., (wcześniej pod nazwą Maripol Sp. z o.o.). Do tej pory firma skupiała się na warszawskim rynku nieruchomości, gdzie zrealizowała kilka interesujących projektów. U podstaw jej sukcesu leży ponad 30 letnie międzynarodowe doświadczenie zdobyte w Europie, USA i Izraelu.
Obok osiedla „Cztery Pory Roku” przy ulicy Berensona, Magnus Group realizuje obecnie jeszcze dwie inne inwestycje na terenie Warszawy:
W prestiżowej okolicy przy ulicy Pięknej powstaje apartamentowiec „Szósty Zmysł”. Piękna 28a oferuje znakomitą lokalizację nieopodal Placu Konstytucji, w pobliżu licznych butików i Teatru Polonia Krystyny Janda. Na 6 piętrach „Szóstego zmysłu” mieścić się będzie 41 luksusowych apartamentów z balkonami lub tarasami. Budynek przyciąga wzrok nowoczesną i funkcjonalną stylistyką. Ściany recepcji wykończone zostaną kamieniem Rain Forest Brown, zaś na podłodze znajdzie się marmur crema marfil i piaskowiec Rainbow Indyjski. Elewacja została wykonana z kamienia Kaszmir Gold. Obok znajduje się zielony dziedziniec. Projekt architektoniczny apartamentowca powstał w Pracowni Architektoniczno Konserwatorskiej  PRO ART. 
Przy ulicy Pięknej 13-15, blisko Traktu Królewskiego, Parku Ujazdowskiego i wielu ambasad, powstaje sześciopiętrowy apartamentowiec łączący w sobie XIX-wieczną klasyczną stylistykę z najnowocześniejszymi trendami w architekturze. Nowy budynek pomieści apartamenty, lokale usługowe oraz lokale  biurowe. Deweloper odda do użytku także dwupoziomowy garaż podziemny. Wśród materiałów wykończeniowych dominować będzie drewno egzotyczne, naturalny kamień i inne szlachetne materiały. Wszystkie apartamenty zostaną wyposażone w unikatowe na rynku, gwarantujące pełne bezpieczeństwo i komfort, rozwiązania techniczne, takie jak system zarządzania funkcjami komfortu w pomieszczeniach, centralny system bezpieczeństwa czy kolorowy centralny panel sterowania LCD. Projekt powstał w renomowanej Pracowni Architektonicznej Bulanda, Mucha – ARCHITEKCI. Zakończenie inwestycji maj 2010.]]></description>
      <pubDate>Thu, 18 Feb 2010 11:56:56 +0100</pubDate>
      <category>http://www.citydom24.pl/client/city24client?pageId=15&amp;objId=NewsObject&amp;stateId=NewsByCat&amp;categoryId=59604</category>
    </item>
  </channel>
</rss>

